czwartek, 17 września 2026

[W cieniu ognia] Rozdział 2 - "Witaj w Nox"

Rozejrzałam się z zaciekawieniem po obcym pomieszczeniu, próbując rozszyfrować, do czego służy. Sądząc po prostym wystroju, czyli wielu krzesłach, fotelach i sofach, małym stole i szafce z milionami szklanek oraz filiżanek, mogłam być w jakiejś prowizorycznej sali obrad. Po całym pokoju walały się białe kartki – ktoś w kącie starał się uporządkować je w ciemnym segregatorze. Na jego wierzchu widniała przyklejona taśmą klejącą karteczka z wielkim napisem: „Nox”. Nox to po łacinie noc. Czy miałam do czynienia z jakąś sektą? Na myśl o tym przeszyły mnie dreszcze. Miałam ochotę stąd uciec. Nawet, jeśli zostałam ugoszczona pyszną, różaną herbatą, którą piłam pierwszy raz w życiu.

Co rusz ktoś schodził ze schodów, wchodził do mieszkania, wychodził, kilka osób wymieniało ze sobą jakieś ciche słowa, niektórzy nawet się do mnie uśmiechali. Nie wiedziałam, co tu się dzieje. Byłam zdezorientowana. W głowie wciąż widniał mi obraz przeżytych w galerii zdarzeń. Całe szczęście, moje koleżanki były bezpieczne. Zaraz po wyjściu zadzwoniły do mnie i spytały, czy wszystko ze mną w porządku, bo ponoć ktoś zaatakował galerię handlową. Miały niezwykłe szczęście, że nie zobaczyły tych bestii. Ja widziałam ich aż w nadmiarze. Widzieć to zresztą mało powiedziane, ja z nimi walczyłam. Dlaczego zawsze muszę zgrywać bohaterkę i szukać przygód tam, gdzie nie powinnam? Cóż, przynajmniej moje życie było ciekawe. Stosunkowo ciekawe.

Upiłam łyk ciepłej herbaty.

Jakieś dziesięć minut temu siedziała tu starsza, na około czterdziestoletnia kobieta, która zaczęła mnie wypytywać o to, do jakiej szkoły chodzę, jak się nazywam i ile mam lat. Czułam się trochę jak w sądzie, ale nie mogłam odmówić jej uroku osobistego i miłego nastawienia. Poza tym ta kobieta opatrywała moje rany – może dlatego chciała odwrócić moją uwagę rozmową. Byłam pewna, że gdy moi wujkowie mnie zobaczą, przerażą się nie na żarty. Co mam im wtedy powiedzieć? „Hej, ciociu, hej, wujku, wpadłam w krzaki w drodze powrotnej i tak jakoś stoczyłam się z kilkumetrowej góry, spotkałam kilka kamieni, kilka kolców, jakiś pies ugryzł mnie w łokieć, nie, nie wiem skąd bezpański pies w naszym lesie, ale zaufajcie mi, miałam ciężki dzień”. To nie wypali.

Westchnęłam. Starsza pani kazała mi czekać, aż przyjdzie ich szef. Szef. To brzmiało tak… mafijnie. A może jednak znajdowałam się w siedzibie jakiejś sekty? Oby nie zrobili ze mnie krwawej ofiary.

Objęłam dłońmi kubek z herbatą, pragnąc przejąć od niego trochę ciepła. Było mi zadziwiająco zimno. Może to kwestia tego, że straciłam trochę krwi. Nie czułam się też do końca dobrze. Miałam nadzieję, że nie dosypali mi żadnych narkotyków do kubka. Tyle razy wujek powtarzał mi, żebym nie brała niczego od obcych… Uważałam wtedy, że jest przewrażliwiony. A co, jeśli miał rację? 

– Już się rozgościłaś? – usłyszałam za swoimi plecami. 

Spojrzałam do góry na mężczyznę, który w galerii przedstawił mi się jako Hugh. Mógł mieć maksymalnie czterdzieści lat. Jego brązowe włosy mieniły się już siwizną, a twarz ozdobiona była przez kilka wyraźnych zmarszczek. Oczy miał ciemne, pochmurne, krył się w nich jakiś nieokreślony smutek. Gdy się uśmiechał, wyglądał jak przyzwoity pan, który próbował być po prostu miły. Raczej nie miałam się czego bać, chociaż… zaraz, właśnie tak wyglądali przywódcy sekt. Niepozornie.

– Trudno rozgościć się w obcym miejscu – odpowiedziałam, mimo wszystko odwzajemniając uśmiech. – Nie na co dzień rzucają się na mnie dziwne stwory i nie na co dzień jestem zapraszana przez nieznanych dorosłych ludzi na herbatę.

– Rozumiem, że ta sytuacja jest dla ciebie dziwna. – Hugh kiwnął głową i usiadł naprzeciwko mnie w fotelu. Również chwycił kubek z różaną herbatą w dłonie. – Możesz zadawać tyle pytań, ile pragniesz.

Nie potrzebowałam większej zachęty.

– Czy szmaragdowe oczy to jakiś znak specjalny? – spytałam, unosząc brew. – Spotkałam chłopaka o białych włosach, który miał szmaragdowe oczy, a gdy byłam mała, prawie zabił mnie mężczyzna o tych samych oczach. Potwory z galerii również miały ślepia w takim kolorze.

– Szmaragdowe oczy to charakterystyczna cecha wyglądu cienistych demonów – zaczął spokojnie Hugh. – Może zacznijmy od ogólnego podziału demonów. Istnieją demony żywiołów, takie jak: demony ognia, wody, wiatru, ziemi, oraz cieniste, najbardziej groźne z nich. Pierwsze używają mocy żywiołów. Owszem, mogą szkodzić ludziom i przyrodzie, ale częściej jej pomagają. Cieniste demony raczej nie są skore do pomocy, wkradają się cienie ludzi i pożerają ich moc. Sprawują władzę w krainie zwanej Reverentią. Głównym organem zarządzającym demonami jest Departament Kontroli Demonów. Osoba, którą widziałaś, najwyraźniej należała do departamentu. 

– Zaraz. Czegoś tu nie rozumiem. – Nachmurzyłam się. – Demony, które wyglądają jak ludzie, mogą zmieniać się w potwory?

– Nie do końca. Bestie, z którymi miałaś do czynienia, są drugorzędnymim cienistymi demonami nieposiadającymi własnej inteligencji. Kierują się tylko instynktem. Istnieją jeszcze demony, które przypominają nas, ludzi. 

A więc białowłosy Aiden był ludzkim demonem i na dodatek członkiem jakiegoś tam demonicznego departamentu. Wychodziło na to, że ci ludzie, którzy tu mieszkali, walczyli z nimi.

– Jesteście jakąś organizacją walczącą z demonami? – spytałam zaciekawiona.

– Tak. Nazywamy się Nox i jesteśmy łowcami cienistych demonów. – Hugh uśmiechnął się lekko i upił łyk herbaty. 

– Wspominał pan coś o pożeraniu energii przez demony i wkradaniu się przez nie w cienie. O co tutaj chodzi?

– Są różne rodzaje cienia. Najbardziej wyraźny świadczy o wysokiej energii potencjalnej. Nie, nie chodzi tu o definicję w fizyce. Demony same stworzyły własną definicję energii potencjalnej, jest to energia ludzka ukryta w cieniu. Bez niej człowiek umiera.

– Czyli można mieć wyraźny cień albo… słaby?

Miałam wrażenie, że zadaję zdecydowanie za dużo pytań, niemniej jednak Hugh odpowiadał na nie bez sprzeciwów, wytrwale i w taki sposób, że wyczerpywał temat. 

– Jak już mówiłem, są różne rodzaje cienia. Największy stopień wyrazistości oznacza wysoki poziom energii potencjalnej. Taka osoba jest łatwym i najbardziej poszukiwanym przez demonów typem energii. Większość ludzi ma przeciętną energię potencjalną, najbezpieczniej mogą czuć się ci, którzy mają słaby cień. Ponoć poziom energii potencjalnej zależy w dużej mierze od zachowania człowieka. Przykładowo: jeżeli ktoś jest optymistą, ekstrawertykiem lub  po prostu ma w sobie ogromne pokłady energii do życia, na pewno będzie miał większą wyrazistość cienia. 

Zamyśliłam się.

– Jaki ja mam poziom energii? – mówiąc to, spojrzałam w tył na ciemny zarys na dywanie.

– Wszystko wskazuje na to, że wysoki. Nie dziwię się, że demony cię atakowały. Musisz mieć w sobie wiele energii.

– Tak – potwierdziłam z uśmiechem. – Nie mogę usiedzieć na miejscu.

Gdy ja spoglądałam w zamyśleniu w sufit, wiedziałam, że Hugh przygląda mi się z uwagą. Po tej krótkiej ciszy zadałam mu jeszcze kilka pytań odnośnie tego, jak łowcy cienia walczą – dowiedziałam się, że używają do tego własnej energii potencjalnej i noży exitialis, które zadają większy ból demonom. Spytałam również o to, jak łowcy radzą sobie z tym, aby to ich cieniem nie zawładnął żaden demon – Hugh odpowiedział, że każdy z członków przechodzi przez tzw. „rytuał opętania” i sam zwalcza w sobie demona, dzięki czemu jego cień staje się ukryty i niedostępny dla demonów. Dowiedziałam się o strukturze ich organizacji i o tym, że nie ma ich zbyt wielu, na dodatek od lat nikt do nich nie dołączył. Gdy tak patrzyłam wkoło, zdążyłam wywnioskować, że prawdopodobnie znajdują się tu sami dorośli ludzie po trzydziestce. Hugh sam stwierdził, że potrzebowali świeżej krwi, tym bardziej, że ostatnimi czasy Departament Kontroli Demonów nie próżnował. Doskonale wiedziałam, do czego zmierza. 

– Byłaś naprawdę odważna. Zaskoczyłaś nas wszystkich – mówił z podziwem szef organizacji Nox. – Do tej pory nie spotkaliśmy osoby, która walczyłaby w taki sposób z czymś, czego na dobrą sprawę nie zna. Nie będę krył tego, że z chęcią przyjąłbym cię do organizacji. Nie będę cię jednak przekonywał. To nie jest zabawa. Możesz zginąć w każdej chwili. Wspominałaś, że masz dopiero piętnaście lat. Powinnaś to dobrze przemyśleć. Większość z nas prowadzi samotne życie. Zazwyczaj nie przyjmujemy młodych rekrutów ze względu na to, że podejmują pochopne decyzje i często się buntują, ale może jednak powinniśmy się nad tym zastanowićc. – Hugh zamyślił się głęboko, a ja uśmiechnęłam.

– Może młodość to siła, której wam obecnie brakuje – stwierdziłam po krótce, nie chcąc oczywiście nikogo urazić. Wcale nie twierdziłam, że w Nox są tylko staruchy. – Dobrze byłoby mieć kilku takich w swoich szeregach. 

Mężczyzna kiwnął głową. Jego usta ułożyły się w ledwo zauważalny uśmiech. Wyglądał, jakby odleciał na chwilę do innego świata.

Dopiłam różaną herbatę i pogrążyłam się w ciszy, podobnie jak on. Hugh nie zamierzał przerywać mi rozważań. Zapewne domyślił się, że chcę się teraz w spokoju zastanowić. 

Czy mam jakąkolwiek perspektywę na życie? Od zawsze po prostu istniałam. Chodziłam do szkoły, uczyłam się, pomagałam cioci i wujkowi w opiece nad dziećmi, świeciłam przykładem, dużo czytałam i zawsze gdzieś pędziłam. Kogo chciałam oszukać? Zawsze czułam się znudzona zwykłą codziennością. Do tej pory nie znalazłam żadnego życiowego celu, choć niektórzy mogliby powiedzieć, że miałam przed sobą całe życie. Tylko że nie posiadałam nawet żadnego hobby. Wszystko było dla mnie… zbyt zwyczajne. Nie wiedziałam, czego tak naprawdę chcę. Czy może pójdę na studia, założę rodzinę, a może gdzieś wyjadę… Po prostu istniałam, tracąc życie na bezsensowne aktywności. Czy w tym przypadku szaleństwo nie byłoby zbyt wielkie? Nox twierdziło, że świetnie sobie poradziłam. Zazwyczaj nie przyjmowali młodych rekrutów, a mimo tego chcieli mnie w swoich szeregach. Jeżeli do nich dołączę, równie szybko mogę jednak zginąć. To nie zabawa, jak sam Hugh stwierdził.  

Poświęcenie życia dla dobra ludzi. Brzmiało naprawdę bohatersko i… ciekawie. Lubiłam komiksy, książki oraz filmy o superbohaterach. Może to dosyć szczenięca wizja, ale dlaczego miałabym nie spróbować? Być może to jest cel, którego od zawsze szukałam? Coś, czemu bez reszty mogłam się oddać i niczego przy tym nie żałować? Ta myśl zaczęła napawać mnie nową energią. Od zawsze byłam trochę bliżej fikcji niż rzeczywistości. Wydaje mi się, że nadawałam się do tego świata.

Hugh wspominał, że dużo ludzi szybko rezygnowało z bycia łowcą i wcale im się nie dziwił, bo nie była to łatwa profesja. Demony używały magii, oni nie posiadali niczego oprócz własnego samozaparcia i noży Exitialis. Na dodatek byli niemal niewidzialni dla świata zewnętrznego. Potajemnie bronili niewinnych istnień, nie dostając nic w zamian. Bardzo niewdzięczna, ale wciąż fascynująca praca.

Było jeszcze coś. Szmaragdowe oczy. Oprawca moich rodziców był demonem. Może dowiem się coś na temat tego, dlaczego akurat to mnie upatrzył sobie z tłumów. 

Tak, była pewna tego, czego chce.

– Panie Hugh – zaczęłam z uśmiechem i podniosłam się z fotela. Niespodziewanie wyciągnęłam w jego kierunku dłoń. – Mam nadzieję, że czeka nas owocna współpraca.

Łowcą zostałam w dniu dziewiątego września. Nie od razu dostałam własne Exitialis, nie od razu poszłam też ubijać demony. Po pierwsze musiałam zdobyć zaufanie organizacji, po drugie nauczyć się sporo na temat demonów. To oczywiste, że paliłam się do walki, miałam jednak w sobie również dużo pokładów cierpliwości. Lepiej być przygotowanym niż bezpodstawnie i niepotrzebnie umrzeć, pakując się prosto w paszczę niebezpieczeństwa.

Zostałam poddana specjalnemu treningowi. Zdaniem Hugh moje szkolenie było jednym z najkrótszych, jakie kiedykolwiek odbyły się w Nox. Już po miesiącu wybrałam się na pierwszą misję, gdzie zatriumfowałam. Dwa debiutancko zabite demony. Nox było ze mnie dumne, tak samo jak ja byłam dumna z siebie. Im dalej brnęłam i angażowałam się w sprawy organizacji, tym mój cel stawał się wyraźniejszy. Teraz byłam już pewna tego, czego chcę. Nie mogłam doczekać się spotkania z Departamentem Kontroli Demonów, nie mogłam doczekać się aż znów spotkam Aidena – coś mi podpowiadało, że nieraz będzie nam dane stanąć twarzą w twarz. Mógł być kluczem do rozwiązania zagadki śmierci moich rodziców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz