sobota, 19 września 2026

[W cieniu ognia] Rozdział 3 - "Niewinna rekrutacja"

Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę czuć się zmęczona. A jednak. W tym momencie mogłam zrzucić winę na to, że jestem po prostu człowiekiem. Wszyscy wkoło dziwili się temu, jak bardzo jestem teraz spokojna. Nie gnałam już na zajęcia ile sił w nogach, nie uprawiałam tyle sportu i miałam zdecydowanie mniej energii. Ciocia zaczęła zastanawiać się nad posłaniem mnie do lekarza. Stwierdziłam, że nie jest to konieczne, po prostu ostatnio gorzej śpię. Czy to dobra wymówka? Poniekąd mówiłam prawdę. Naprawdę źle spałam, a to dlatego, że nocami wymykałam się do organizacji Nox na misje. Pomyślałby kto, że starsi ludzie sprowadzają mnie na złą drogę. Ale przecież sama się na to zgodziłam.

Niewiele teraz spałam. Czasem były to dwie godziny, czasem trzy, czasem w ogóle nie chodziłam spać, bo mi się nie opłacało. Nie żałowałam. Lubiłam spędzać czas w organizacji Nox. Ludzie byli tu naprawdę mili i powoli stawali się dla mnie jak druga rodzina. Lubiłam z nimi spędzać czas, a jeszcze bardziej lubiłam chodzić z nimi na misje. Na razie nie były one zbyt trudne, natykaliśmy się na niewiele ludzkich demonów, departament też dziwnie milczał, Hugh mnie jednak zapewnił, że nas obserwują. Aidena również więcej nie ujrzałam. Najwyraźniej to, że mnie wtedy spotkał, było przypadkiem.

Spojrzałam za okno. Była godzina dwudziesta trzecia. Ciocia i dzieciaki już dawno spali, dlatego spakowałam do plecaka wszystko, co niezbędne, ubrałam ciemny golf i spodnie, włosy związałam w kucyk i niczym prawdziwy złodziej, któremu brakowało tylko bandany i pistoletu, wyszłam przez okno. W każdej chwili mogłam bowiem natknąć się na wujka, który będzie wracał z pracy. Naprzeciw mojego pokoju rosło wysokie drzewo i to właśnie jego użyłam, aby zejść na dół. Rozejrzałam się zapobiegawczo wkoło, upewniając się, że nikt mnie nie widział, a potem zniknęłam w ciemnym lesie. Ostatnio nabrałam dziwnej pewności, że las jest bezpieczniejszym miejscem w świecie ludzi niż oświetlona światłem latarni droga lub park – to tam czaiło się najwięcej demonów. Raczej nie zapuszczały się w las. Może bały się go tak samo jak ludzie? A może po prostu wiedziały, że nikt przy normalnych zmysłach nie chodził po nim w środku nocy.

Lubiłam te eskapady. Każdej nocy budziłam się na nowo i odzyskiwałam swoją energię życiową. Zastanawiałam się, jaką misję zgotuje nam dziś Hugh. Może nareszcie spotkamy kogoś z departamentu? Chciałabym zobaczyć jego członków na własne oczy. Czy naprawdę byli tak przerażający i potężni? Doskonale wiedziałam, że ta ciekawość może okazać się zwodnicza, ale nie mogłam nic poradzić na to, że wciąż czułam się jak podczas wielkiej przygody, która może skończyć się tylko dobrze.

Przeszłam przez ostatni krąg drzew i nareszcie znalazłam się na oświetlonej lampami nocnymi drodze. Tak jak mówiłam, las był zdecydowanie bardziej spokojny. Chociażby z tego powodu, że nawet pijacy, narkomani i psychopaci bali się zapuszczać w jego krańce. O wiele niebezpieczniej było na zewnątrz. 

Z oddali usłyszałam głośne okrzyki bojowe i zawodzenie jakiegoś chłopaka. Nie musiałam głęboko się nad tym zastanawiać. Jakaś zgraja zbójów właśnie okładała bezbronnego nastolatka. Przyglądałam się tej scenie z daleka. Moje trampki rwały się do biegu, ale wiedziałam doskonale, że sobie nie poradzę. Ich było kilku, ja byłam jedna.

Poczułam jak gwałtowny wiatr zrywa się obok mojego ramienia. Spojrzałam zaskoczona w tamtą stronę. Tuż obok mnie przebiegł jakiś chłopak. Na pewno był młody, jednak nie mogłam rozpoznać jego wieku. Z zaciekawieniem obserwowałam, jak wbiega prosto w gromadę zbójów i okłada to jednego to drugiego. Co za szaleniec. Uratował obcego nastolatka, który z zakrwawionym nosem potoczył się w krzaki, a on sam został na polu walki z czwórką niebezpiecznych ludzi. Byłam pod wrażeniem. Nie zrobiłabym tego, wiedząc, że z góry jestem skazana na porażkę. Mu też nie szło najlepiej. Dostał kilka razy z pięści w twarz, a potem z pięć razy wylądował na twardym chodniku. Za każdym razem gdy wstawał, byłam pod jeszcze większym wrażeniem. W pewnym sensie zrobiło mi się głupio. W końcu tylko stałam w miejscu i się temu przyglądałam, ale co mogłam zrobić? Z pomocą przyszła policja. Najwyraźniej poszkodowany chłopak z krzaków musiał powiadomić ich o zaistniałej sytuacji. Bohater miał już zakrwawiony nos, usta i podartą koszulkę, a mimo tego, gdy policjant chwycił go za barki, nie ustępował. Chciał gonić za uciekającymi w popłochu zbójami. Musiał być naprawdę wściekły. Dlaczego? Wkurzyło go to, że atakowali bezbronnego człowieka, lubił bójki czy po prostu go znał? Przedziwna sytuacja.

Obserwowałam, jak policja prowadzi chłopaka przez park. Uznali go za kryminalistę czy po prostu chcieli go przesłuchać i uspokoić? To dobre pytanie. Naprawdę byłam zaintrygowana tą sytuacją. Przez chwilę poczułam się jak moje koleżanki z klasy, które biegną za każdą nowinką. Sama postanowiłam pobiec. Bo w głowie pojawił mi się przedziwny plan.

Posterunek nie był daleko stąd. Policjanci nie musieli nawet używać auta. Trzymając w mocnym uścisku już spokojnego chłopaka doszli do miejsca docelowego, a w ślad za nimi szłam ja. Chciałam się dowiedzieć czegoś na temat tego szaleńca. Oczywiście nie mogłam wejść do środka z notesem i przepytywać go wraz z policjantem, ale miałam inne sposoby. Na moje szczęście nie zaszli daleko, weszli do sali przy krańcu budynku. Okno było lekko uchylone, a dookoła znajdowały się bujne krzaki, w których mogłam się ukryć. Idealnie.

Usiadłam po turecku, a z plecaka wyjęłam zeszyt i długopis. Głowę oparłam o kamienną ścianę, a wzrok wbiłam w niebo. Przysłuchiwałam się uważnie każdemu ich słowu. Przesłuchanie dostarczało mi potrzebnych informacji.

– Jak się nazywasz?

– Ethan Parthenai.

– Wiek?

– Siedemnaście lat.

– Szkoła?

– Caresvor. 

Gdy notowałam, uśmiechałam się coraz szerzej. Chłopak o imieniu Ethan był z mojej szkoły, dwie klasy wyżej niż ja. Co za niespodzianka. To na pewno nie przypadek. Hugh chyba nie będzie niezadowolony, jeżeli przedstawię mu potencjalnego, nowego członka Nox? Ostatnio sam przecież doszedł do wniosku, że młodzi to potęga tego świata. Przyda nam się ktoś taki jak Ethan. Dowiem się czegoś na jego temat jeszcze w szkole. Miałam znajomych z ostatniej klasy – być może chodzą na razem z nim na zajęcia? Z nauczycielami również miałam dobre kontakty, na pewno coś z nich wyciągnę.

Zamknęłam zeszyt akurat w momencie, gdy w prawej kieszeni spodni odezwał telefon. Zachowałam zimną krew. Przetoczyłam się między krzakami za róg budynku i kucnęłam tam, odbierając połączenie. Chwilę potem policjant zamknął okno. Najwyraźniej stwierdził, że ktoś ich podsłuchuje. Nie mylił się. Na szczęście nie wyskoczył w krzaki z pistoletem.

– Jestem całkiem niedaleko, po prostu coś mnie po drodze zatrzymało. Nie, wszystko w porządku, naprawdę. Panie Hugh, proszę się tak nie zamartwiać, mam już piętnaście lat i jestem samodzielna – mówiłam szeptem do telefonu. – Będę za jakieś pięć minut.

***

Ethan Parthenai, lat siedemnaście. Przystojny chłopak o czarnych, sterczących włosach. Brązowe, prawie czarne oczy przypominały swoim kształtem niedoszłego Azjatę. Rysy twarzy ostre, podbródek wyraźnie zarysowany, brwi gęste i pochmurne. Miał śniadą karnację. Jeszcze ani razu nie widziałam, żeby się uśmiechał. Raczej nie wyglądał na radosnego i chętnego do współpracy. Wszystkie przerwy spędzał na samotnych przechadzkach. Ręce zawsze trzymał w kieszeniach, oczy zazwyczaj wpatrzone były w pustą przestrzeń zarysowaną gdzieś daleko przed nim, jakby ludzie dla niego nie istnieli. Trochę się garbił, może to dlatego, że był dosyć wysoki. Z postawy trudno było cokolwiek wywnioskować. Nie uchodził ani za przesadnego luzaka, ani za nieśmiałka. Ponury, samotny, zniechęcony życiem i otoczeniem, chłodny, obojętny typ. Zazwyczaj nosił spodnie, koszulkę i bluzę w ciemnych kolorach. Nie chciał rzucać się w oczy. Dziewczyny niewątpliwie na niego leciały, ale żadna nie chciała do niego podejść. Wszyscy się go bali. Od koleżanki ze starszej klasy dowiedziałam się, że był dosyć nieobliczalny i lubił się bić. Kilka razy został zawieszony z powodu bijatyk na tyłach szkoły. Bardzo mnie zdziwiła ta opinia. Przecież tamtej nocy obronił bezbronnego człowieka. Czy naprawdę był takim buntownikiem? W jego oczach może i widziałam chłód, ale nie agresję. Może jestem zbyt ufna? A może to ludzie są ślepi?

Wychyliłam głowę znad książki, gdy stanął kilka metrów dalej z rękoma w kieszeniach. Patrzył się na mnie. Bez przerwy. Zmarszczył w pewnym momencie czoło, jakby był zirytowany. Udałam, że jestem zajęta czytaniem lektury, choć doskonale wiedziałam, że nie jest głupi. Już wiedział.

Dłoń chłopaka uderzyła w ścianę obok mojej głowy. Spojrzałam na niego z uniesioną brwią, udając, że nie wiem, o co chodzi. Po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć go z bliska. Naprawdę wyglądał całkiem w porządku, choć nie był w moim typie. Zaraz. Czy ja w ogóle miałam jakiś typ? Faceci nie byli dla mnie.

– Dlaczego ciągle mnie śledzisz? – spytał chłodno, patrząc prosto w moje oczy. 

Nie poddałam się temu spojrzeniu. Chciał wykorzystać to, że wszyscy się go boją? Ja wcale nie byłam przerażona. Widziałam straszniejsze rzeczy.

– Aż tak to widać? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie i uśmiechnęłam się wyzywająco w jego stronę. 

Najwyraźniej był zaskoczony odpowiedzią. Zaskoczony tym, że się nie bałam. Od razu zabrał rękę i wyprostował się, patrząc gdzieś w bok. Wyglądał, jakby się stracił całą pewność siebie, a może nawet się zawstydził.

– Nietrudno zauważyć – burknął niechętnie. – Zbytnio się z tym nie kryjesz. – Spojrzał na mnie kątem oka. – Dlaczego to robisz?

– Jak się dowiesz, dlaczego cię śledzę, uznasz mnie za wariatkę. – Wzruszyłam obojętnie ramionami.

– Zaskocz mnie.

Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że ma naprawdę miły dla ucha i dźwięczny głos. Jak ci piosenkarze z telewizji. Mogłabym się w nim zakochać. W głosie, nie w chłopaku.

Moim wybawicielem okazał się dzwonek. Klasa na szczęście była otwarta. Wystarczyło chwycić torbę na ramię i zniknąć w sali obok, unikając odpowiedzi na to kluczowe pytanie. Postanowiłam porozmawiać z nim na ten temat kiedy indziej. Gdy będziemy bez świadków. Z uśmiechem wyminęłam jego wysoką postać. Na odchodnym rzuciłam tylko:

– Wcale nie jesteś taki straszny, Ethan.

Nie oglądając się za siebie, weszłam do klasy. Nie musiałam jednak patrzeć, żeby wiedzieć. Zapewne zostawiłam chłopaka we względnym szoku. Ponieważ pierwszy raz ktoś zwrócił się do niego jak do normalnego nastolatka. 

***

Dzisiaj najwyraźniej się wyśpię.

Hugh zadzwonił minutę po moich zajęciach i powiadomił o szybkim spotkaniu w Nox. Oznaczało to, że nie będę musiała wracać do organizacji w nocy. To prawie jak urlop. Zastanawiałam się, czy bezproblemowo zasnę. To bardzo ciężka sztuka, gdy człowiek przyzwyczai się do nocnych wypraw. W razie czego mogę jednak pospacerować po okolicy lub pobiegać – to na pewno mnie zmęczy. 

Do tej pory dziwiło mnie, że ciocia i wujek nie zorientowali się, że gdzieś wychodzę. Może to kwestia zaufania? Byłam grzeczną dziewczynką, niesprawiającą nikomu problemów, wobec tego wstrzymywali się od kontroli rodzicielskiej. Z drugiej strony mieli dużo innych dzieci, które nie były przybłędami, tak więc mogli poświęcać więcej uwagi właśnie nim. Wujek zawsze uważał, że jestem samodzielna i nie potrzebuję atencji. Miał rację. Świetnie radziłam sobie ze wszystkim sama. Znajdowałam wyjście nawet z najgorszych sytuacji i miałam niezwykły zmysł kombinatorski, który pozwalał mi na ukrycie wszelkich błędów. Może to dlatego byłam uznawana za anioła. Dzięki sprytowi. Ani wujek, ani ciocia nie chcieliby zobaczyć, co tak naprawdę kryje się w mojej głowie. W końcu na zewnątrz byłam kimś innym niż w środku. Jak zareagowałaby moja rodzina, gdyby dowiedziała się, że uganiam się za demonami? Na pewno najpierw by mnie wyśmiali, w końcu demony nie istnieją, w drugiej kolejności zmartwiliby się o moje zdrowie psychiczne. A co, jeżeli wiedzieliby, że istnieją? Na pewno by się przejęli. Dobrze, że o tym nie wiedzą, mam szersze pole do popisu i większą swobodę ruchów. W końcu byłam w Nox nie tylko z powodu walki z demonami.

– Cala, kochanie, o czym tak myślisz?

Spojrzałam ukradkiem na Carissę, jedną z członkiń organizacji Nox. Miała dwadzieścia kilka lat, szeroki uśmiech i cudowne przysposobienie do życia.

– O organizacji – odpowiedziałam z uśmiechem. 

Carissa właśnie siedziała przy moich włosach i starała się upleść z nich warkocza. Obecnie nie chodziła na misje, jej błogosławiony stan na to nie pozwalał. Z jednej strony się smuciła, bo nie mogła nam pomagać, z drugiej strony bardzo cieszyła, ponieważ zawsze marzyła o dziecku. Poza tym nie możemy powiedzieć, że niczego dla nas nie robiła. Wciąż uczestniczyła w zebraniach organizacji i była cennym doradcą. Na dodatek bardzo nas wspierała.

– Powinnaś myśleć o bardziej przyziemnych rzeczach, Cal – stwierdziła po chwili z uśmiechem. – Jesteś nastolatką. No, wiesz. Chłopacy, dyskoteki, ciuchy i inne takie – dodała, chichocząc się.

– Nie kręcą mnie takie rzeczy – odpowiedziałam z uśmiechem. – Teraz moim priorytetem jest organizacja Nox.

– Głuptas z ciebie, życie ci ucieka.

– Demony też.

Carissa pokręciła głową. Powinna się do tego przyzwyczaić. Raczej nie byłam i nigdy nie będę typową nastolatką. Nie interesują mnie przyziemne sprawy. 

W salonie organizacji zebrała się już większość członków. Teraz czekaliśmy już tylko na Hugh, który zapewne poszedł po jakieś ważne papiery związane z dzisiejszą misją. Byłam ciekawa, czego będzie dotyczyć. Może tym razem uda nam się spotkać kogoś z departamentu? Byłoby super. Miałam już dosyć zabijania tych nudnych cienistych pokrak. Chciałam walki. Porządnej, wielkiej, niebezpiecznej i przede wszystkim satysfakcjonującej. 

– Oczy ci przedziwnie świecą, Cal – stwierdziła szeptem Carissa. Wciąż spoglądała na mnie ze zmartwieniem. Bała się, że jej córka będzie w przyszłości taka jak ja? Nie musiała. Takich jak ja naprawdę mało było na świecie.

– Po prostu nie mogę się doczekać – odpowiedziałam, wzruszając obojętnie ramionami.

Carissa wciąż miała zatroskaną minę. Ostatnio cały czas tak wygląda. Czyżby wina ciąży? Jeśli tak, to chyba nigdy nie chcę być w błogosławionym stanie. Poza tym… dzieci nie są dla mnie. Nie wiem nawet, czy w przyszłości chciałabym założyć własną rodzinę. Krążą po Nox plotki, że ten kto ją zakłada i zabija demony, nie będzie mógł żyć szczęśliwie. Już kilka osób się o tym przekonało na własnej skórze. Podziwiałam Carissę, że postanowiła urodzić dziecko, które nie było efektem nieprzemyślanych decyzji. Igrała z ogniem. Ja też z nim poniekąd igrałam. Przecież demony w łatwy sposób mogły dowiedzieć się, kto jest częścią mojej rodziny. Nie chcę, żeby cioci, wujkowi i mojemu przybranemu rodzeństwu coś się stało. Jeżeli zauważę, że cokolwiek złego się z nimi dzieje, nie będę miała wyboru, jak po prostu odejść. To brzmi razie za bardzo abstrakcyjnie, ale… przecież sam Hugh powiedział, że zawsze mogę się tu zatrzymać, jeżeli coś się będzie działo. Na razie nie chciałam jednak tego rozważać. Było dobrze, a demony na razie mnie nie dostrzegały. Postaram się za bardzo nie wystawiać.

Hugh wszedł do pokoju obrad. Usiadł na swoim honorowym fotelu. Przy tak małym składzie łowców nie brakowało miejsc, na których można było usiąść, ale czułam, że niedługo liczba krzeseł i członków gwałtownie wzrośnie. W końcu wciąż miałam na oku Ethana. W sensie czysto roboczym, nie romantycznym.

– Wybaczcie mi, że tak długo to zajęło – powiedział. Zabrzmiał dziwnie poważnie. Czyżby w końcu miało zacząć się coś dziać? – Początkowo myślałem, że będzie to trudna misja, ale okazuje się, że nie ma potrzeby werbować do tej roboty całego Nox. Do misji powołam cztery osoby: Calanthe, Amanda, Thomas i John. Pasuje wam taki skład?

Miałam ochotę westchnąć. Nie z tego powodu, że nie podobał mi się skład, wszystkich ludzi w Nox lubiłam i to z wzajemnością. Chodziło raczej o to, że jednak nie szykowało się nic poważnego. To znowu kolejna misja z serii: idź i zabij kilka cienistych pokrak, a potem po kilkunastu minutach wróć do siedziby i zdaj relację, ewentualnie napij się różanego Earl Greya. Liczyłam na coś większego. Przecież Hugh widział, jak poradziłam sobie z demonami w galerii. Martwił się o mnie, bo byłam jednym z najmłodszych członków Nox? Poradzę sobie. 

Pozostało mi uśmiechnąć się i pokiwać głową. Amanda patrzyła na mnie z troską – była tylko trochę młodsza od Hugha. Wiedziałam, o co chodzi. Wszyscy się martwili, że mogę zniszczyć sobie życie. Myśleli, że podjęłam decyzję o dołączeniu do Nox pochopnie, bo jestem młoda. Obwiniali  Hugh o nierozważną decyzję. Jeszcze im udowodnię, że ta decyzja była właściwa. Małymi kroczkami do większych celów. Czuję, że to w końcu coś, co chcę robić w życiu poza byciem idealnym aniołkiem i codziennymi biegami do szkoły, poza spotkaniami z koleżankami i uczeniem się rzeczy, które nie przydadzą mi się w życiu codziennym. Nieważne, co o tym sądzą inni.

Niedługo mieliśmy wychodzić. Wystarczyło, że założyłam plecak i wsadziłam Exitialis do wewnętrznej kieszeni bluzy. Na szczęście nie miałam dziś na sobie sukienki, ubłagałam ciocię Alice o to, by kupowała ich mniej, bo przecież dobrze wie, jaki prowadzę styl życia. 

Hugh życzył nam powodzenia, a my ruszyliśmy ku wielkiej przygodzie. No dobrze, może jednak małej przygodzie, bo w końcu ile razy można zabijać te same demony, które lecą za tobą na oślep? Cieniste pokraki zazwyczaj omijały moich współpracowników. Można powiedzieć, że byłam znakomitą przynętą.

Miejsce docelowe nie było daleko. To stary, opuszczony magazyn niedaleko szpitala. W takich miejscach najczęściej kryły się demony, co świadczyło o tym, że były po prostu bezmózgie.

Czasami ponosiła mnie wyobraźnia. Gdy szłam z tyłu, zawsze patrzyłam się za siebie i wmawiałam sobie, że słyszę jakiś podejrzany szelest liści, że widzę przemykające pomiędzy drzewami postacie. Nieraz musiałam przystanąć i zmrużyć oczy, żeby upewnić się, że moja wyobraźnia nie przesadza. Dzisiaj również to zrobiłam, bo wszystkie wrażenia słuchowe zdawały się być intensywniejsze niż zwykle. Miałam cichą nadzieję, że to Aiden. Mogłabym go przecież spytać, czy zna tego gościa, który zabił moich rodziców. To zresztą jedyny ludzki demon, którego poznałam i który nie chciał mi zrobić krzywdy. Zastanawiało mnie, czy on również należał do Departamentu Kontroli Demonów, o którym tyle mówi się w Nox? Nie był oznaczony na liście członków, ale to nie oznaczało, że nim nie jest, bo nasza organizacja nie miała pełnych informacji. Nawet nie mieli pojęcia, kto założył tę całą demoniczną paczkę. Departament nieszczególnie często im się ukazywał, zupełnie, jakby uważał Nox za niegroźne insekty. I w sumie im się nie dziwiłam. Nox się nie wyróżniało. Było nas mało i naprawdę mało robiliśmy. Ograniczaliśmy się do tych mniej groźnych demonów. Miałam nadzieję, że z biegiem czasu trochę się zmieni.

Jakiś podejrzany cień przemknął mi przed oczami i ukrył się za drzewem. Byłam niemalże pewna, że ktoś tam stoi. Rzuciłam Exitialis w drzewo i poczekałam. Nikt jednak nie drgnął. Gdy podeszłam, okazało się, że to tylko kot. Miauknął na mnie z wyrzutem i uciekł w inne gąszcza. Cień przypominał człowieka, a nie kota, no chyba że kot miał umiejętność zmieniania się w człowieka, ale takie rzeczy to tylko w bajkach, nie w codziennym życiu.

Westchnęłam i wyjęłam nóż z kory drzewnej. Ostatni raz oglądnęłam się w tył i przywołana głosem Amandy, ruszyłam do przodu. W końcu miałam kilka demonicznych gęb do ubicia.

***

Ethan Parthenai, którego miała na oku, miał zajęcia gdzieś w pobliżu mojej klasy. Powinnam się za nim rozejrzeć. Zazwyczaj stał przy sali i mierzył wszystkich złowrogim spojrzeniem, tym razem go tam jednak nie było. Zbytnio się tym nie przejęłam, miałam w końcu czas na zwerbowanie go do Nox.

Przeżuwałam spokojnie kanapkę, opierając się o parapet, kiedy ktoś przysłonił mi widok, uderzając pięścią w ścianę. Lekko drgnęłam, ale nie pokazałam po sobie, że jestem przestraszona. To tylko nutka strachu wywołana zaskoczeniem, które równie szybko zniknęło. Ciemne brązowe oczy zmrużyły się groźnie, gdy przywarłam plecami do szyby. Na korytarzu nagle wszyscy ucichli. Każdy patrzył w naszą stronę, ale chłopak najwyraźniej się tym nie przejął. Niemalże syknął przez zaciśnięte zęby:

– Kim jesteś?

Na szczęście chłopak nie wyprowadził mnie tym z równowagi.

– Zwyczajną nastolatką – podsumowałam, wzruszając obojętnie ramionami, po czym dodałam: – przecież już cię nie obserwuję – skłamałam z uśmiechem, opuszczając kanapkę w dół. – Aż tak ci się spodobałam? – Zaśmiałam się.

Chłopak tylko przez chwilę zdawał się być zdezorientowany, najwyraźniej nie spodziewał się, że będę go podejrzewać o podryw. Jego niepewność szybko jednak zniknęła. Tym razem uderzył ręką w okno tuż obok mojej głowy. Nie spuszczałam z niego oczu. 

– Odpowiedz, kim ty do cholery jesteś? – warknął.

– Człowiekiem. To mogę ci zapewnić – odpowiedziałam łagodnie.

– Ludzie nie robią takich rzeczy – powiedział z prychnięciem, odrobinę się ode mnie odsuwając. – Widziałem cię z tymi ludźmi. Zabiliście… – przerwał, bo nie wiedział jak określić to, z czym walczyłam razem z łowcami. Teraz jego zachowanie miało sens. To on musiał nas wczoraj śledzić, moje przypuszczenia okazały się więc słuszne. 

– Demona – dokończyłam za niego. – To były demony, a ja jestem łowcą cienistych demonów. Niszczę je.

Ethan wyprostował się. Wyglądał, jakby miał powiedzieć, że demony nie istnieją, ale przecież widział, z kim walczyliśmy, a tego nie dało się wyjaśnić w normalny sposób.

– Chcesz do nas dołączyć? – zapytałam znienacka z rozbawieniem.

– Pogrzało cię. – Nastolatek skrzywił się i odsunął ode mnie z obrzydzeniem, zupełnie jakbym to ja była demonem. – Nie rozumiem, po co mnie obserwujesz. Nie mam nic wspólnego z tym, co robicie.

– A ty po co w takim razie mnie śledziłeś? – Przekręciłam głowę w bok. Mój delikatny, podejrzliwy uśmiech sprawił, że najwyraźniej groźny Ethan nieco się zawstydził. Spojrzał w bok ze ściągniętymi brwiami i przeczesał nerwowym ruchem dłoni włosy. 

Nie dostałam odpowiedzi, tak więc wzruszyłam ramionami i dodałam:

– Muszę ci przyznać, że jesteś dobrym stalkerem. Cały czas myślałam, że to jakiś kot.

Ethan Parthenai spojrzał na mnie z oburzeniem. Ten chłopak był przeuroczy. Czy ludzie naprawdę nie widzieli, że tylko gra problematycznego nastolatka, który chce wszystkich wkoło pozabijać? Musieli być ślepi. Aż zachichotałam.

– Przestań – burknął niezadowolony chłopak, posyłając mi zirytowane spojrzenie.

– W porządku. – Zeskoczyłam z parapetu i wystawiłam rękę w jego stronę. To najwyższy czas, żeby się przedstawić. – Calanthe Clarinell.

Buntownik niechętnie chwycił za moją dłoń i niezgrabnie ją uścisnął. Naprawdę był przesłodki z tym swoim zawstydzeniem. Czyżby bał się płci pięknej? 

– Ethan Parthenai – odpowiedział, czy może raczej niechętnie burknął.

Miałam ochotę dodać, że wiem o nim już wszystko, ale wolałam ugryźć się w język, bo to ja wyjdę wtedy na stalkera. No dobrze, byłam nim, ale tylko trochę, przecież nie wchodziłam mu z butami w życie i nawet nie wiedziałam, gdzie mieszka.

– A więc Ethan. Masz ochotę na małą przechadzkę po lekcjach? – spytałam.

Chłopak wyglądał na odrobinę przerażonego, zupełnie jakby myślał, że właśnie zaprosiłam go na randkę. Może i zaprosiłam, ale będzie to randka z demonami, nie ze mną, bo ja nie spotykam się z żadnymi chłopcami.

– Od razu mówię, że nie oferuję żadnych romantycznych doznań, chyba że kogoś jara zabijanie demonów. – Znowu zachichotałam.

– Jesteś nienormalna – stwierdził z krzywą miną mój rozmówca.

– Może. – Wyprostowałam się. – Nie zmuszam cię do niczego. Możesz po prostu dalej żyć ze świadomością, że czają się na ciebie potwory nie z tego świata i nic z tym nie robić. Szkoda tylko, że zostaniesz z tą świadomością zupełnie sam, bo nikt ci nie uwierzy w to, co widziałeś. 

Ethan znów przeczesał ręką włosy – najwyraźniej był to jeden z jego tików nerwowych.

– Nie rozumiem – mruknął, marszcząc czoło. – Dlaczego akurat mi to proponujesz?

– Widziałam, jak obroniłeś bezbronnego chłopaka w parku. Rzuciłeś się na grupę chuliganów ze świadomością, że możesz sobie nie poradzić. Zaimponowałeś mi tym. Poza tym dowiedziałam się kilku istotnych rzeczy na twój temat. Coś mi nie pasowało w twojej szkolnej postaci bad boya. – Uśmiechnęłam się.

– I tylko tyle ci wystarczyło? – spytał zdziwiony. – Naprawdę jesteś nienormalna.

Ethan odwrócił się do mnie plecami. Myślałam, że sobie pójdzie, tymczasem spojrzał na mnie przez ramię swoimi chłodnymi, brązowymi oczami i powiedział:

– Widzimy się na dziedzińcu po zajęciach.

***

Tak jak przewidziałam, to ja pierwsza zjawiłam się na dziedzińcu. Z technicznego punktu widzenia Ethan miał większy kawał drogi do przebycia. Tak, patrzyłam na jego plan lekcji i wiedziałam, w której sali ma ostatnie zajęcia. Dobrze, to brzmi trochę, jakbym była prawdziwym stalkerem, ale to tylko na czas rekrutacji. Co prawda Hugh nie pozwolił mi na przyciąganie do organizacji nowych członków, ale przecież wiem, że ich szukają.

Wsparłam się o mur i spojrzałam w stronę zachodzącego słońca. Szkoła była już prawie opustoszała. Tylko kilka nielicznych klas miało zajęcia do tak późnej godziny, ja i Ethan byliśmy właśnie tymi szczęśliwcami. Widziałam, że kilkoro osób z klas wyżej wyszło właśnie z budynku. Trójka śmiejących się do siebie chłopaków przeszła obok mnie, mierząc moją niewielką posturę. Jeden z nich rzucił przez ramię:

– Niezła dupa!

Nie skomentowałam tego. Za to chwilę później obok jak burza przeszedł Ethan, który wyglądał, jakby chciał im przywalić za ten tekst. W ostatniej chwili zdążyłam go złapać za rękę. Wyglądał na wściekłego. Jego poliki były lekko zaróżowione, a ciemne brwi ściągnięte. W momencie, gdy go zatrzymałam, spojrzał na mnie z wyrzutem. Od razu wyrwał dłoń z mojego uścisku, zupełnie jakby bał się tej tymczasowej bliskości.

– Nie ma sensu się awanturować – stwierdziłam.

– Nie lubię tych dupków. Cwaniaczą tylko gdy są w grupie, osobno żaden z nich nawet by nie podszedł do jakiejkolwiek dziewczyny. – Prychnął gniewnie.

– Ach, już wiem, jaki jest twój problem. – Uśmiechnęłam się i oderwałam od muru. – Jesteś jak taki samotny heros, który chroniłby każdą potępioną duszę tego świata. Po prostu inni myślą, że jesteś agresywny i rzucasz się na wszystko, co się tylko rusza.

Ethan przewrócił oczami i włożył ręce do kieszeni. Kaptur ciemnej bluzy założył na roztrzepane włosy i jakoś dziwnie się zgarbił. Z jego postawy można było wywnioskować, że zamknął się właśnie w sobie. Na szczęście nie oczekiwałam od niego żadnej odpowiedzi.

Gdy wyruszyliśmy na naszą prywatną misję, słońce powoli kryło się za wzgórzami. Zanim dojdziemy na miejsce, powinno się już ściemnić. Nie powiadomiłam nikogo z Nox o tym, co planowałam. W końcu to tylko kilka nic nieznaczących cienistych pokrak, które chciałam w samotności ubić, przy okazji prezentując naszą profesję Ethanowi. Załatwimy to szybko i nikt się o tym nie dowie.

Wyjęłam z kieszeni Exitialis i podrzuciłam je.

– To jakiś specjalny nóż? – spytał mój nowy kolega. – Wygląda całkiem normalnie.

– O tak, nawet nie wiesz, jak potrafi przekroić zwykłego pomidora na sałatkę – odpowiedziałam ze śmiechem. – Tak, to specjalny nóż na demony. Prawdopodobnie cios nim spowodowałby mniej bólu u ciebie niż u demona.

– Coraz bardziej się ciebie boję – burknął chłopak. – Taka mała dziewczynka w sukience i z nożem w ręku to nie jest obraz, jakiego moje oczy się spodziewały. Na pewno nie jesteś jakąś psychopatką?

– Twoim zdaniem bardziej pasowałaby mi teraz maskotka jednorożca? – spytałam, unosząc brew. 

– Zdecydowanie. – Tym razem nawet usta Ethana rozszerzyły się w delikatnym uśmiechu. 

Czułam, że nawiązałam z nim małą więź. Nawet, jeśli nie będzie chciał dołączyć do Nox, może zostać moim kumplem. Mimo jego zgryźliwości dostrzegałam w nim potencjał. 

Chłopak milczał do momentu, gdy nie znaleźliśmy się na skraju lasu. Słońce już zaszło, a on stanął niepewnie w miejscu i posłał mi niepewne spojrzenie. Wyglądał, jakby miał tysiąc pytań, na które zapewne i tak mu nie odpowiem, bo zastałby nas tutaj poranek. Jeszcze mi nie ufał. Ja też nie ufałabym osobie, która mnie śledzi i chce posłać na pożarcie demonom bez żadnego uzasadnionego powodu.

– Co jest? – spytałam. – Boisz się?

– Nie. Po prostu nie wytłumaczyłaś mi, co mam robić.

– Możesz stać i oglądać to wszystko z daleka. I nie martw się, demony cię nie tkną. Masz cień o przeciętnej ilości energii. To na mnie rzucą się najpierw.

Ethan wyglądał na odrobinę zawiedzionego. Czyżby sam chciał powalczyć? Spokojnie, miałam dla niego zaplanowany mały test.

– A idziemy do jaskini – kontynuowałam. – Jest tam małe zbiorowisko demonów, których trzeba się pozbyć.

– Jesteś bardzo pewna siebie. 

– Muszę być, inaczej zginę – powiedziałam z lekkim uśmiechem i ruszyłam w dalszą drogę.

Pomimo tego, że podobną misję wykonywałam już któryś raz z kolei, nigdy nie byłam tak podekscytowana. Serce waliło mi w pierś, a oczy były szeroko otwarte nie z powodu strachu, a z powodu zbliżającej się dawki adrenaliny. Można powiedzieć, że byłam od niej uzależniona. Poza tym to pierwszy raz, kiedy byłam na misji bez towarzystwa członków Nox.

Stanęliśmy przed jaskinią, skąd dochodził warkot demonów. Widziałam, jak mój towarzysz robi krok w tyłu. Podchodził do tej sytuacji ostrożnie i bardzo mnie to cieszyło. Ostatecznie to ja brałam za niego odpowiedzialność.

– Postaraj się nie grać bohatera – powiedziałam z uśmiechem i podniosłam mały kamyk z ziemi. Ethan patrzył na mnie jak na idiotkę. Nie wiedział jeszcze, że lepiej walczyć na zewnątrz niż w środku, a bezmózgie demony łatwo wywabić z pomocą najprostszej sztuczki.

Rzuciłam kamykiem w głąb jaskini i już po chwili demoniczny warkot zaczął się zbliżać. Przybrałam bojową pozę i wystawiłam przed siebie Exitialis. Zapewne Ethan traktował mnie jak głupią nastolatkę, która chce się pochwalić, że umie zabijać demony. Tyle, że jeszcze nie wiedział, jaki mam plan.

Demony rzuciły się na mnie jak wygłodniałe bestie. Zdziwiłam się lekko, bo nie sądziłam, że będzie ich aż tyle. Miałam do załatwienia całą szóstkę, co nie było prostym zadaniem, ale za to jakim satysfakcjonującym. Wręcz paliłam się do walki.

Upewniłam się, że Ethan stoi w odpowiedniej odległości ode mnie i zaczęłam demoniczną jatkę. Pierwszy demon padł od jednego ciosu w głowę, drugi zdołał się przekraść za moje plecy, ale szybko zareagowałam, uderzając go nożem z półobrotu. Nawet nie zdążyłam nie obejrzałam się obejrzeć, a trzeci demon chwycił mnie za włosy i pociągnął w dół – zachwiałam się, ale szybko odzyskałam równowagę. Odcięłam mu rękę, kopnęłam butem w brzuch i posłałam na drzewo – walnął w nie z rykiem i zanim zdołał się podnieść, wbiłam mu Exitialis w miejsce, w którym u normalnego człowieka byłoby serce. Czwarty demon chwycił mnie za nogę, nie spodziewał się jednak, że może dostać nożem prosto w głowę. Piąty demon objął mnie zamaszyście ramionami, próbując unieruchomić moje ciało, na szczęście udało mi się wyrwać z tego uścisku. Widziałam, że Ethan stoi w miejscu, gotowy do walki, a jednocześnie bardzo się bał. Posłałam mu uspokajający uśmiech i przerzuciłam demona przez ramię, siadając na nim i wbijając mu nóż prosto w pierś. Został tylko jeden. A to oznaczało, że czas zabawić się w pospolitą aktorkę.

Kiedy cienista pokraka rzuciła się na mnie z pazurami, potknęłam się o kamień i wylądowałam na plecach. Nóż Exitialis poleciał do przodu. Cała scena musiała wyglądać naprawdę przekonująco. Czułam się, jakby to wszystko naprawdę działo się przez przypadek.

Demon chwycił mnie za ramiona. Próbowałam odepchnąć go nogami i rękami, ale on właściwie zagrał swoją rolę – przyłożył mi wielkie, obślizgłe łapy do szyi i zaczął dusić. To starcie mogło oznaczać moją śmierć. Wszystko zależało od Ethana.

Długo nie musiałam czekać. Byłam zadziwiona jak szybko mój towarzysz bez doświadczenia w walce z demonami zareagował, na dodatek zrobił to po cichu, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Ze zdziwieniem patrzyłam w jego ciemne oczy ciskające piorunami. Brakowało jeszcze głosu mówiącego: „nie będziesz bił mojej koleżanki”.

Demon zawył i zniknął w oparach dymu. Akcja zakończyła się pełnym powodzeniem.

Ethan podał mi rękę, a ja przyjęłam ją z wdzięcznością i wstałam z ziemi. 

– Dzięki – powiedziałam. – Bez ciebie byłabym martwa.

Chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie i uniósł brew. Wciąż nie puścił mojej ręki, zupełnie jakby się zamyślił i zapomniał o tym, że w ogóle ją trzyma.

– Zrobiłaś to specjalnie – stwierdził. 

– Naprawdę tak uważasz? – spytałam z rozbawieniem, wyrywając mu z ręki Exitialis i chowając je do kieszeni. Swoje kroki skierowałam ku wyjściu z lasu. Ethan podążał za mną. 

– Teraz już wiesz, jak to wygląda. Co o tym sądzisz? – Spojrzałam na niego przez ramię.

– To tylko udowodniło, że jesteś psychopatką, która na dodatek nie boi się śmierci. Podstawić się demonowi tylko po to, żeby mnie sprawdzić? To nie jest normalne.

– To tylko twoja fantazja, Ethan.

– O, nie. Może nie znam cię jeszcze zbyt dobrze, ale zdążyłem już zauważyć, że jesteś wariatką.

– I co ja teraz zrobię, skoro odkryłeś moją prawdziwą postać? – spytałam z nutką udawanego dramatyzmu w głosie. Tak naprawdę miałam ochotę się zaśmiać.

– Zaprowadzisz mnie do tej swojej dziwnej organizacji i powiesz im, że chcę zostać łowcą.

Stanęłam w miejscu i spojrzałam na całkiem poważnego Ethana.

– Jesteś tego pewien? – spytałam. – Demony nie jest tak łatwo zabić. To nie zabawa.

– Jestem tego pewien.

Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się do siebie.

To było łatwiejsze niż myślałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz