środa, 23 września 2026

[W cieniu ognia] Rozdział 8 - "Moja mała tajemnica"

 Moje przebudzenie było gwałtowne. Obcy, pobielany sufit majaczył mi przed oczami. Musiałam kilka razy zamrugać, żeby odzyskać właściwą ostrość obrazu. Dopiero wtedy przeniosłam wzrok w inny punkt pokoju. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to stary kominek, w którym płonął ogień. Ktoś dorzucał do niego drewna. Spojrzałam na smukłą, męską sylwetkę. Od razu zwróciłam uwagę na nietypowy kolor włosów tej osoby. Nie musiałam się długo zastanawiać nad tym, kto to.

– Aiden – powiedziałam ochrypłym głosem. 

Byłam zdziwiona. Nie wiedziałam, co się dzieje. Najpierw chciałam usiąść i z przyzwyczajenia chwycić za exitialis, które zawsze znajdowało się w mojej kieszeni, ale żadna z tych czynności nie została spełniona. Nie miałam siły, żeby się podnieść. Pierwsza próba skończyła się cichym stęknięciem bólu i zdwojoną porcją cierpienia – każdy mięsień mojego ciała zareagował protestem. Rozbolała mnie również głowa. Ból był przeszywający. Wydawało mi się, że na chwilę straciłam nawet świadomość. Ręka, która sięgała po nóż, opadła bezwładnie wzdłuż łóżka.

– Nie powinnaś się jeszcze ruszać – usłyszałam. Głos Aidena dochodził z oddali. Prawdopodobnie wciąż stał obok kominka.

Mógł mi o tym powiedzieć wcześniej. Kiedy człowiek leży długie godziny w bezruchu, nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielki ból może przynieść mu zwyczajne przeniesienie się do pozycji siedzącej. Przynajmniej nie wtedy, kiedy cudem przeżył bitwę z demonami.

Wzięłam kilka głębokich oddechów, starając się powrócić do stanu człowieczej używalności. Aiden w tym czasie nie starał się nawet ze mną rozmawiać.

Może i miałam gorączkę, ale doskonale pamiętałam wszystko, co miało miejsce w moim domu. Kiedy leżałam w łóżku i próbowałam zwalczyć chorobę, do pokoju weszła demonica należąca do Departamentu Kontroli Demonów. Nazywała się Elise Thorn. Była wredną jędzą i miała ze sobą całą zgraję cienistych pokrak. Potraktowała mnie jak nic niewartego robaka, którego wystarczy zgnieść butem. Przyznaję, nie byłam tego dnia w najlepszej formie, ale jeżeli byłby to inny dzień – rozgromiłabym wszystkie demony razem z samą Elise. Specjalnie wybrali moment mojej niedyspozycji. Chcieli mi udowodnić, że ludzie są bezużyteczni? Nie udało im się to. Może i uciekłam, ale przynajmniej na tyle było mnie stać. Nie zabili mnie, nie odnaleźli i... niech tylko znajdę tę pieprzoną demonicę, a nie przeżyje pierwszej minuty spotkania ze mną.

Zacisnęłam pięści na kołdrze i spojrzałam w stronę Aidena, który skończył grzebać w palenisku. Widziałam, jak chwyta białą koszulę z oparcia fotela i narzuca ją na siebie. Chyba niezbyt spieszyło mu się z zapinaniem jej. Nie wiem, czy to gorączka wciąż trzymała się mojego ciała, czy to zawstydzenie, ale czułam, że palą mnie poliki. Wrażenie spotęgował fakt, że… nie miałam na sobie ciuchów.

Dlaczego dopiero teraz zauważyłam, że jestem naga? No dobrze, wciąż miałam na sobie połowę bieliźnianego kompletu, ale stanik najwyraźniej zastępował mi teraz spłaszczający klatkę piersiową bandaż. Byłam w szoku. Przecież ten przebrzydły demon musiał mnie rozebrać. Nawet się nie znaliśmy! Jeszcze żaden facet nie widział mnie nago i nie chciałam, żeby to nastąpiło w najbliższym czasie!

Spojrzałam na Aidena, nie kryjąc swojego niezadowolenia. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że jeżeli chciał mnie uratować, musiał pozbyć się moich ciuchów. O ile pamiętam, rana w mojej klatce piersiowej była dosyć rozległa.

– Znowu masz gorączkę? – spytał jak gdyby nigdy nic mój tajemniczy wybawiciel. 

Nie odpowiedziałam na to pytanie. Wciąż patrzyłam się na niego z pewną ostrożnością.

Aiden zapiął zaledwie jeden, górny guzik od koszuli, potem podszedł do mnie, usiadł na łóżku i sprawdził moje czoło chłodną jak lód dłonią. 

Przeszyły mnie dreszcze. Strąciłam nieufnie jego rękę. Demona najwyraźniej to nie ruszyło. Cały czas patrzył mi w oczy z tym swoim piekielnym znużeniem.

– Wyjątkowo mało mówisz – stwierdził.

Miał rację. To nie było do mnie podobne. Zawsze miałam w zanadrzu jakąś ciętą ripostę. Teraz zachowywałam się jak nieufna, zraniona sarna, którą z bliżej nieokreślonego powodu ocalił wilk.

– Jestem w szoku – mruknęłam, zgodnie z prawdą. Byłam szczera nie tylko z ludźmi, ale i ze sobą. – Może wytłumaczysz mi, co tutaj robię i dlaczego jestem prawie naga? – spytałam, unosząc brew. Nie dałam po sobie poznać, że jestem piekielnie zawstydzona. Patrzyłam Aidenowi prosto w oczy. Rumieńce na moich polikach mogły przecież świadczyć o gorączce, niekoniecznie o wstydzie. Czy Aiden dostrzegł, że czuję się niekomfortowo w tej sytuacji? Na jego twarz wstąpił tylko leniwy, dziwnie triumfalny uśmieszek.

– Miałaś wiele rozległych ran. Nie mogłem cię spytać o pozwolenie – powiedział spokojnie. – Widok nagiego kobiecego ciała nie jest mi obcy, Calanthe. – Czy mi się zdaje, czy w jego głosie rozbrzmiała nutka rozbawienia? Do cholery! Jak on mnie denerwował!

Podrapałam się z irytacją w policzek.

– Co z moimi ciuchami?

– Podarte i wyrzucone.

– Więc w co mam się niby ubrać?

– O to się nie martw. Nie potrzebujesz ciuchów, kiedy leżysz w łóżku, a uwierz mi, w najbliższym czasie się z niego nie podniesiesz. – Aiden wzruszył obojętnie ramionami.

– Nie będę leżeć naga w jednym pokoju z mężczyzną, którego prawie nie znam – powiedziałam chłodno. Spojrzałam w oczy niewzruszonego moją opinią demona. Wątpię, aby cokolwiek było w stanie go poruszyć. Był jak bryła lodu. Naprawdę nie znosiłam, kiedy ktoś mnie ignorował. – Nigdy nie wiadomo, co może strzelić ci do głowy.

– Spokojnie, poczekam aż skończysz osiemnaście lat – odpowiedział z ironią Aiden.

Już miałam wyrzucić z siebie całą irytację, jaka władała moimi myślami, kiedy demon pochylił się nade mną niespodziewanie i przybrał diabelski wyraz twarzy. Płonący w kominku ogień odbijał się w jego oczach, sprawiając wrażenie, jakby to jego tęczówki płonęły. 

Wstrzymałam oddech, ale nie odwróciłam wzroku. 

– Nie powiedziałbym, że masz piętnaście lat. Przypominasz bardziej kobietę niż małą dziewczynkę.

– Zamknij się! – wyrzuciłam z siebie i machnęłam ręką w górze jak dzieciak, który chce odepchnąć niechcianą osobę. Aiden w porę się odsunął.

Znowu pozwoliłam mu wygrać. Dlaczego musiał być tak cholernie śmiały? W życiu nie spotkałam na swojej drodze tak bezpośredniego mężczyzny. Założę się, że wszystkie demony były takie same!

– Wytłumacz mi lepiej, co tutaj robię – dodałam szybko, zaraz po swoim poprzednim dziecinnym wybuchu.

– Cóż – zaczął leniwie chłopak, wpatrując się w ogień. Tym razem postanowił zapiąć koszulę. – Zaatakowała cię jedna z członkiń departamentu. Byłaś chora – mówiąc to, spojrzał na mnie z tym irytującym, znaczącym uśmieszkiem. No tak, przecież sam kilka dni wcześniej mówił, że ludzie łatwo łapią przeziębienia. Znowu triumfował. – Nie poradziłaś sobie z atakiem i uciekłaś. Spotkałem cię w lesie. Byłaś ranna i ledwo żywa. Zaniosłem cię do swojego domu.

Zdziwiło mnie to, że demon miał własne lokum w świecie ludzi. Czy departament nie powinien przypadkiem za to karać? Chyba że Aiden dobrze się ukrywał albo miał jakieś dziwne fory. 

– Minęły już dwa dni. Budziłaś się kilka razy, ale nie byłaś do końca świadoma tego, co się wokół ciebie dzieje.

Zbladłam i uniosłam się z bólem na łokciach. Byłam nieprzytomna przez dwa dni? Przecież zarówno Nox, jak i moja rodzina musieli odchodzić od zmysłów!

Aiden nawet nie zadał sobie trudu, aby położyć mnie z powrotem do łóżka. Nawet na mnie nie patrzył. Wgapiał się w ogień.

– Mówiłem ci, że jeśli nie przestaniesz się wyróżniać, w końcu się tobą zainteresują – mruknął.

Tak, rzeczywiście tak mówił, a ja mu nie wierzyłam. Przecież zwyczajna piętnastolatka nie mogła zdziałać zbyt wiele przeciwko zgrai przeszkolonych w boju demonów. Uznałam, że to kpina.

– Aiden – zaczęłam ostrożnie, spoglądając w jego zamyślony profil. Tym razem na mnie spojrzał. – Czegoś tu nie rozumiem. Jesteś demonem, najwyraźniej znasz członków departamentu, co oznacza, że musisz być z nimi naprawdę blisko. Jedna z jego członkiń chciała mnie zabić i pewnie bym zginęła, gdyby nie ty. – Przerwałam na chwilę i posłałam mu podejrzliwe spojrzenie. – Kiedy się dowiedzą, że mi pomogłeś, nie ukarzą cię?

– Robię to, na co mam ochotę – odpowiedział demon, jednak jego głos daleki był od beztroski. Chciałabym usłyszeć, że ma jakieś emocje i nie jest robotem o jednej tonacji i uśmiechu. – Mówiłem ci już, że nie należę do departamentu. Nie popieram ich działania.

Nie byłam głupia. Przecież cały ten plan mógł być ukartowany właśnie przez departament. Może chcieli, aby Aiden wzbudził moje zaufanie? Wciąż była jedna rzecz, której kompletnie nie byłam w stanie zrozumieć.

– Dlaczego mnie uratowałeś?

– Mówiłem już. Intrygujesz mnie. Obserwowanie twoich poczynań jest dla mnie pewną formą rozrywki.

Prychnęłam. Udało mi się usiąść i wesprzeć na oparciu łóżka. Byłam jeszcze cholernie słaba i nawet głupie siedzenie sprawiało mi problem, ale przynajmniej już nie leżałam. W ostatniej chwili chwyciłam za kołdrę, która się ze mnie zsuwała. Moje piersi były zgniecione bandażem, ale mimo wszystko nie czułam się w tej sytuacji komfortowo.

– Traktujesz mnie jak zabawkę – powiedziałam, krzywiąc się zarówno z bólu, jak i niezadowolenia.

– Nie bawię się tobą – odpowiedział Aiden, opierając się o fotel. Wyglądał teraz jak jakiś model. Żałowałam, że po pierwsze nie umiałam robić zdjęć, a po drugie nie posiadałam przy sobie aparatu. – Traktuję cię jak każdą istotę na ziemi, jak obiekt do obserwacji.

Nie, wcale nie polepszył tym stwierdzeniem sytuacji. Wciąż czułam się jak zabawka w rękach demona. Śledził mnie, obserwował, denerwował, ratował… nie mogło mu chodzić tylko o rozrywkę.

– A więc jestem twoim królikiem doświadczalnym, świetnie – powiedziałam z oburzeniem.

– Z królikiem doświadczalnym robiłbym inne rzeczy. – Jego oczy znów niebezpiecznie błysnęły. 

Ponownie tego dnia poczułam na skórze dreszcze. Chwilami Aiden był przerażający. Do tej pory nawet nie tknął mnie palcem (poza opatrywaniem, którego nie pamiętałam), a mimo tego czułam się zagrożona. Swoją drogą… zastanawiało mnie, ile tak naprawdę miał lat?

– Daj mi coś do ubrania – mruknęłam. Nie zamierzałam się poddawać. Wciąż czułam się niekomfortowo, potrzebowałam czegoś, co mogłabym przynajmniej zarzucić na ramiona.

Demon westchnął cicho i podszedł do komody. Kiedy ją otworzył, wychyliłam głowę. Nie wierzyłam w to. On naprawdę musiał tu często przebywać. Inaczej nie miałby szafki pełnej poskładanych w idealną kostkę ciuchów.

Aiden wyjął pierwszą lepszą koszulę i rzucił ją w moim kierunku. Zaskoczona podniosłam ją do góry i rozwinęłam. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Kiedy to założę, będę wyglądać, jakbym miała na sobie worek.

– Dzięki. Mam nadzieję, że nie była prana w żadnym demonicznym proszku, który wyżre mi duszę – zironizowałam.

– Chciałaś coś ubrać, więc ci to umożliwiłem – powiedział beztrosko Aiden, wzruszając ramionami. 

On chyba nie znał się na żartach. Cóż, to byłoby dziwne, gdyby demony potrafiły żartować.

– Odwróć się.

Demon uniósł brew.

– Po co?

– Chcę się ubrać.

– Nie jesteś naga.

– Ale nie chcę, żebyś na mnie patrzył.

– Widziałem cię już bez ciuchów.

– I niech cię szlag za to weźmie! – oburzyłam się. 

Aiden uśmiechnął się pod nosem i posłusznie odwrócił do mnie plecami. Nie wiedziałam dlaczego sama zaczęłam się uśmiechać pod nosem jak wariatka. Powinnam być ostrożna i nie okazywać zbyt wielu emocji.

Zrzuciłam z siebie kołdrę i ubrałam koszulę. Jej rękawy były o wiele za długie, a dół ubrania sięgał mi do połowy ud. Cóż, nie byłam wysoka. Ktoś mógłby rzec, że filigranowa, ale pewnie bym go za to zatłukła. Filigranowość kojarzyła się z delikatnością, a ja nie chciałam być delikatna. Chciałam, żeby wszystkie demony się mnie bały, a ludzie czuli przede mną respekt.

– Gotowe – powiedziałam, wystawiając ręce na bok. Musiałam wyglądać teraz jak dziecko w zbyt długiej piżamie. Aiden nawet tego nie skomentował. Nieczuły gnojek. Mógłby chociaż powiedzieć, że wyglądam śmiesznie, ale nie, tylko się uśmiechnął pod nosem i zniknął w innym pomieszczeniu, zupełnie jakby nie mógł tego zrobić wcześniej. 

Zerknęłam za nim. Po dźwiękach zgadywałam, że znajduje się w kuchni. Chyba przyrządzał herbatę. Pan Hugh wspominał kiedyś o tym, że na Ziemi mieszkają demony, które nie chcą mieć niczego wspólnego z Reverentią i dlatego departament ich ściga. Czy Aiden należał do takich osób? Przecież pracował w barze, który znajdował się w świecie ludzi, mieszkał w całkiem przyjemnym mieszkaniu, które nie wyglądało na zaniedbane i… czasem nawet przypominał człowieka, co prawda przyciągał uwagę swoimi niesamowicie zielonymi oczami i białymi włosami, ale jednak był odrobinę mniej demoniczny niż Elise, którą niedawno miałam okazję poznać.

Nim się obejrzałam, Aiden wrócił z dwoma kubkami. Bez słowa przekazał mi jeden z nich. Kiwnęłam dziękująco głową.

Demon usiadł w fotelu niedaleko łóżka. Nawet wtedy nie spuściłam z niego wzroku. Chciałam dostrzec coś podejrzanego w jego ruchach czy zachowaniu, ale nie potrafiłam. Zachowywał się zwyczajnie. Chwycił za książkę leżącą na szafce i otworzył ją na zaznaczonej stronie. Popijając herbatę, jak gdyby nigdy nic, zajął się zgłębianiem lektury.

Czy wspominałam już, że nienawidziłam czuć się ignorowana?

– Wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego mi pomogłeś. – Nachmurzyłam się.

– Już ci mówiłem, nie będę się powtarzał. – Demon nie przestawał czytać. 

Ze złością sięgnęłam po jego książkę. Zdążył ją podnieść do góry, nawet na mnie nie patrząc. Moja ręka wylądowała na jego nodze. To chyba pierwszy raz, kiedy go dotknęłam. Z jakiegoś powodu dostałam gęsiej skórki. Szybko zabrałam dłoń.

– To błahy powód – mruknęłam od niechcenia. – Oznaczałoby to, że całe życie traktujesz jak zabawę.

– Tak właśnie jest, Calanthe – odpowiedział, spoglądając na mnie ukradkiem. – Nie wiem, czego tu nie rozumiesz. Jestem demonem. Większa część naszego życia toczy się wokół zabawy.

– A więc zabawą dla ciebie jest pomaganie skatowanym nastolatkom i zamykanie ich w swoim domu?

– Nie, zabawą jest dla mnie pomaganie tobie.

Ściągnęłam brwi i spojrzałam na niego groźnie.

– Wkurzasz mnie.

– Może taki miałem zamiar? – Aiden spojrzał mi w oczy wyzywająco.

Miałam już dosyć. Przewróciłam oczami i przetoczyłam się na łóżko. Teraz znów leżałam na plecach i gapiłam się w sufit z rozłożonymi na bok ramionami. Przestałam być podejrzliwa. W sumie to było mi już wszystko jedno. Aiden ani razu nie zachował się tak, jakby chciał mi zrobić krzywdę. 

– Muszę iść do Reverentii – usłyszałam po kilkunastu minutach milczenia.

Spojrzałam na swojego wybawiciela. Tak naprawdę byłam ciekawa, dlaczego musi się tam wybrać.

– Zostawiasz mnie tu samą? – spytałam.

– Nie poradzisz sobie? – Aiden uniósł brew. – Przyjdę tu wieczorem.

– Po co idziesz do Reverentii? – zapytałam wprost.

– Ojciec mnie wezwał – odpowiedział demon. Po chwili odłożył książkę i podniósł się z fotela. Nie miałam zamiaru zadawać więcej pytań. To prawda, że byłam trochę wścibska i ciekawska, ale w końcu sama wszystkiego się dowiem. Postać Aidena mnie intrygowała, tak samo jak jego historia i poczynania.

– Muszę powiadomić rodzinę, że nic mi nie jest – odezwałam się nagle, jakbym została wybudzona z głębokiego snu. Byłam tak zajęta rozważaniami na temat tego, co tutaj robię i dlaczego Aiden mnie uratował, że całkowicie zapomniałam o tych, którzy musieli się o mnie martwić. Podniosłam się z trudem na łokciach i spojrzałam na demona. Początkowo wydawało mi się, że zignorował moje słowa, ale za chwilę wyjął z szuflady kartki papieru i wręczył mi je wraz z długopisem.

– Napisz listy, do kogo tylko chcesz. Dostarczę je – powiedział, patrząc na mnie z góry.

– Jesteś dziwnie uczynny jak na osobę, która chce się tylko bawić – mruknęłam, przyjmując kartki. – A może zabawa w listonosza też jest dla ciebie pewną formą zabawy?

Aiden nie odpowiedział. Zamiast tego wycofał się, chwycił za czarny płaszcz i rzucił krótkie:

– Niedługo wrócę.

Drzwi zamknęły się za demonem, a mnie ogarnęła przejmująca cisza. Tylko kominek skwierczał cicho, dodając mi otuchy. Spojrzałam w ogień i mimowolnie się uśmiechnęłam.

Dostałam dwie kartki. Jedną poświęcę na list dla rodziny, drugą dla Ethana, który przekaże wieści całemu Nox. W obydwu przypadkach nie będę mogła opowiedzieć prawdziwej historii. Nikt nie mógł dowiedzieć się, że pomógł mi demon. Nikt nie mógł dowiedzieć się o tym, gdzie aktualnie przebywam. To będzie moja mała tajemnica.

***

Ludzie byli naprawdę głupi. Nie mieli problemów z zaufaniem pierwszej lepszej napotkanej osobie, która w ich mniemaniu się nimi opiekowała. Tracili czujność nawet w obecności demonów. Calanthe miała dopiero piętnaście lat. Była jeszcze młoda, niedorosła, w gorącej wodzie kąpana, popełniała mnóstwo błędów i za dużo ryzykowała. Kiedy Aiden zjawił się w Reverentii, wszyscy mieli tylko jeden temat do rozmowy: ucieczka młodej łowczyni, która wymknęła się z rąk Elise. Ponoć nawet gdy była ranna i ledwo żywa, nie szczędziła słów. Calanthe igrała z ogniem. Myślała, że jest wszechmocna i da sobie radę z każdym mieszkańcem Reverentii. Myliła się. Ledwo trafiła do tego świata i niewiele jeszcze na jego temat wiedziała. Będzie cierpieć. Elise nie spocznie, póki jej nie zabije i to tylko wyłącznie ze względu na zniewagę, jakiej Calanthe się dopuściła wobec niej.

Aiden spojrzał z góry na pogrążoną w twardym śnie łowczynię. Miała na polikach rumieńce, nie były jednak spowodowane gorączką. Blond włosy rozłożyły się falami na poduszce, przydługie, białe rękawy koszuli spoczywały obok jej głowy. Nie była przykryta kołdrą – ta leżała w połowie na podłodze, w połowie na łóżku. Ubranie ledwo zakrywało jej uda.

Nie miał wobec niej złych zamiarów. Nie kłamał, kiedy mówił, że go intryguje. Nigdy nie widział tak upartego człowieka. Ciekawiło go, ile siły i samozaparcia miała w swoim drobnym ciele. Jak szybko się złamie? A może stanie się poważnym przeciwnikiem departamentu? Na razie demony traktowały ją jak irytującego insekta, który za bardzo wystawił się przed szereg Nox. Wszystko mogło się jeszcze zmienić. Ludzie może byli słabi, ale mieli coś, czego brakowało demonom: wiarę.

Aiden pochylił się nad dziewczyną i wziął dwie zapisane drobnym pismem kartki. Jedna z nich miała adres niejakiego Ethana Parthenai. Zapewne jest to jeden z młodych łowców, który towarzyszy często Calanthe. Drugi adres wskazywał na dwójkę ludzi, z którymi mieszkała: Bill i Alice Bane. Nie wiedział, kim dla niej byli. Może rodziną, choć nazwiska jednoznacznie na to nie wskazywały. Jeszcze wiele nie wiedział o tej dziewczynie, ale dowiadywanie się nowych rzeczy było jedną z jego ulubionych rozrywek.

Cóż, zabawa dopiero się zaczynała.

Demon odwrócił się w stronę drzwi i machnął połami czarnego płaszcza. Tak jak obiecał – dostarczy listy do odbiorców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz