– Ta nowa z Nox jest trochę niepokojąca.
– Co ty, nastolatki się boisz? I to na dodatek człowieka.
– Po prostu nie lubię takich wkurzających gówniarzy, którzy się panoszą i zabijają naszych popleczników z taką satysfakcją.
Rozmowę dwójki demonów przerwało głośne trzaśnięcie ciężkimi drzwiami. Cisza nastała jak makiem zasiał. Każdy wiedział, że kiedy ich szef się złości, żadna dyskusja nie wchodzi w grę. Czekali posłusznie na to, co zrobi. Być może miał dla nich jakąś nową misję? A może chciał im przekazać kilka informacji na temat Nox? Odkąd pamiętali, organizacja zajmująca się likwidowaniem demonów utrudniała im życie, jednak jakoś nieszczególnie się nią przejmowali. W przeciwieństwie do nich nie latali z nożami, a stosowali magię. Prawdziwą i potężną magię, przeciwko której żaden łowca nie miał szans.
Dante Vaux, ich przywódca, usiadł na kamiennym fotelu przypominającym tron i założył nogę na nogę. Z jego ust wyrwało się ciche westchnięcie. Złość białowłosego mężczyzny szybko przeszła jednak w znudzenie. Jego twarz naznaczona bliznami oparła się na bladej dłoni, a szmaragdowe oczy przyjrzały się zgromadzonym.
– Nie sądzicie, że Nox przesadza z wynajdywaniem kłopotliwym osób? – zapytał powolnym głosem Dante. Zaczął bawić się ostrzem noża – podrzucał je i łapał, jakby chciał tym zabić czas. Sprawiał wrażenie, jakby sprawa świeżo przyjętych do Nox nastolatków wcale nie robiła na nim wrażenia. Poruszył ten temat tylko ze względu na ciekawość swoich przybocznych i brak interesujących misji do wykonania.
Odkąd tylko założył Departament Kontroli Demonów, wszystkie istoty w Królestwie Nocy umilkły, a półdemony się pochowały – wiele z nich uciekło również na Ziemię. Niektórzy z nich byli naprawdę wielkimi tchórzami. Liczył na więcej zabawy w likwidowaniu niepełnokrwistych demonów. Czyżby zdecydowanie lepiej mieli się bawić z upierdliwymi ludźmi, jakimi byli łowcy cienia?
– Słuszna uwaga. Może powinniśmy ich trochę wystraszyć? – spytała czarnowłosa kobieta siedząca na stole.
– Wystraszyć? Zabijając tę ludzką nastolatkę? – odpowiedział pytaniem rudy mężczyzna stojący gdzieś w rogu pomieszczenia, gdzie opierał się o ścianę.
– Nie tylko ją. Ostatnio przyciągnęła do Nox jakiegoś kłopotliwego chłopaka. Obu powinniśmy się pozbyć, a najlepiej to całego Nox, nie wiem, na co czekamy. – Kobieta przewróciła ostentacyjnie oczami.
– Na dobrą zabawę – powiedział Dante, uśmiechając się ukradkiem. – Jeśli Nox naprawdę urośnie, zabawniej będzie ich zniszczyć. Teraz wciąż są nic nie wartą grupą słabeuszy bawiących się w zabijanie bezmyślnych cienistych mas. Niech nabiorą pewności siebie. Niech uwierzą w to, że są w stanie mierzyć się z departamentem. Wtedy uderzymy.
Chłopak, który przez całe posiedzenie stał w cieniu z założonymi na piersi rękoma, spojrzał podejrzliwie na założyciela niewielkiego ugrupowania. Nie należał do departamentu, choć pełnił rolę szpiega na zawołanie. To coś, co uwarunkowały jego więzy rodzinne. Gdy spojrzenie szmaragdowych, chłodnych oczu skrzyżowało się z jego ojcem, wiedział już, jaka misja została mu właśnie przydzielona.
***
Dzisiejszy pochmurny dzień nie zapowiadał udanej misji. Deszcz groził jej przełożeniem. Nie lubiłam, gdy padało, ponieważ deszcz utrudniał niemal każdą aktywność, która pozwalała mi się nie zanudzić na śmierć. Czasami żałowałam, że nie byłam żadnym zaklinaczem pogody.
Teraz mieliśmy długą przerwę w szkole. Zaproponowałam Ethanowi, że zjemy razem lunch. Był straszliwie zdziwiony tą propozycją, najwyraźniej nikt nigdy mu tego nie zaproponował. Nie miał przyjaciół tylko dlatego, że wszyscy się go bali i rozsiewali wokół niego niestworzone plotki. Tymczasem Ethan uchodził za nieśmiałego chłopca kryjącego się za postawą groźnego nastolatka. Na każdy mój komplement lub odważne spostrzeżenie rumienił się jak dziecko. Myślę, że skoro ja go polubiłam, inni również mogliby go polubić.
Ominęłam kolegów ze starszej klasy i kiwnęłam im głową na przywitanie. Odwzajemnili moje spojrzenie i zaraz niczym małe trzpiotki zaczęli między sobą szeptać. Każdy zdążył już zauważyć, że przyjaźnię się z Ethanem. Koleżanki w klasie zadawały mi irytujące pytania na ten temat. Zazwyczaj odpowiadałam prosto i bez zawiłych tłumaczeń: „nie chodzimy ze sobą”. Widząc moje zniechęcenie, nikt nie ciągnął dłużej tego nudzącego tematu. Ethan zapowiadał się jako dobry kandydat na odmieńca mojego pokroju. Może wkrótce zostaniemy przyjaciółmi? Już teraz czułam, że mogę z nim porozmawiać o wszystkim, a już szczególnie o Nox, do którego od jakiegoś czasu również przynależał.
Kiedy przyprowadziłam go po raz pierwszy do organizacji, Hugh nie wyglądał na zadowolonego. Przecież sam powiedział, że młoda krew przyda się temu przestarzałemu i zgrzybiałemu towarzystwu. Wprowadziłam do niego powiew świeżego wiatru. Co prawda Ethan był z nami dopiero dwa tygodnie, ale szybko wciągnął się w to towarzystwo. To była robota dla niego.
Przystanęłam na środku korytarza, dostrzegając rozwiązaną sznurówkę. Uklęknęłam i zgrabnym ruchem dłoni zawiązałam ją na kokardę. Chociaż dookoła panował typowy dla przerw hałas, byłam w stanie dosłyszeć tajemniczy szept, który trafił wprost do mojego ucha.
– Dołączając do łowców, podpisałaś na siebie wyrok.
Podniosłam głowę i zastygłam w bezruchu. Raczej nie groziło mi niebezpieczeństwo, w końcu byliśmy w publicznym miejscu, a demonom nie zależało na oznajmieniu całemu światu, że wyżerają z ludzi energię, jednak powinnam być ostrożna.
Odwróciłam głowę w tył, ale nikogo za sobą nie dostrzegłam.
Znałam ten głos. Chwilę musiałam się zastanowić, gdzie go już słyszałam, na szczęście grono podejrzanych było mocno zawężone, w końcu niewiele osób wiedziało, iż dołączyłam do łowców.
Podniosłam się z podłogi i uśmiechnęłam pod nosem. Z jakiegoś powodu wiedziałam, że jeszcze się spotkamy.
– Dlaczego? – spytałam zadziornie, mając nadzieję na to, że ukryty, młody mężczyzna odpowie mi na to proste pytanie. Dosyć długo czekałam na odpowiedź, ale ważne, że w końcu się jej doczekałam.
– Demony zaczęły się tobą interesować.
Zdziwiłam się.
– A powinny? Przecież mam tylko piętnaście lat. – Nie mogłam powstrzymać rozbawienia. W końcu niczego jeszcze nie zrobiłam. Po prostu bardziej niż inni lubiłam pozbywać się cienistych pokrak i szło mi to zdecydowanie lepiej niż jakiemukolwiek członkowi Nox.
Poczułam chłodny oddech demona na szyi. Mimowolnie po mojej skórze przebiegły dreszcze.
– Teraz myślisz, że to zabawne, ale potem możesz żałować swojej decyzji – szepnął mi wprost do ucha demon.
Nie odpowiedziałam. Odwróciłam się gwałtownie w tył, trzymając dłoń na plecaku w miejscu, gdzie miałam schowany nóż łowców. Wiem, że noszenie go ze sobą w szkole było dosyć ryzykownym zagraniem, ale uważałam, że łowca bez broni to bezbronny łowca. Skoro nawet tutaj demony mogły przebywać, to nie był to wcale zły pomysł.
Rozejrzałam się uważnie.
– Aiden? – spytałam w pustą przestrzeń. Jednak głos już mi nie odpowiedział. Demon zniknął.
– A tobie co? – usłyszałam nowy głos.
Spojrzałam na Ethana, który mierzył mnie z góry na dół z uniesioną brwią. Lubiłam ten wyraz twarzy, nawet nie zdawał sobie sprawę z tego, jak dobrze z nim wyglądał. Choć fizycznie mnie nie pociągał, to jednak uważałam, że jest bardzo przystojnym chłopakiem. Gdyby nie był tak przerażający dla otoczenia, zapewne niejedna dziewczyna chciałaby się z nim umówić.
– Nic, trenowałam atak z zaskoczenia – odpowiedziałam pod nosem, zabierając dłoń z plecaka. Już po chwili utkwiłam wzrok w otwartej klasie, gdzie grupa nastolatków wgapiała się w skupieniu w ekran komputera. Przed monitorem siedział blondyn, który grał w znaną bijatykę na najwyższym levelu. Chciał zaszpanować? Pewnie nie osiągał nawet w połowie tak dobrego wyniku jak ja.
Założyłam ręce na piersi i z nachmurzoną miną podeszłam do drzwi. Zdziwiony Ethan podążał za mną.
– Widzisz go? – spytałam cicho, uśmiechając się z kpiną. Wsparłam się o framugę drzwi. Było w tym chłopaku coś, co mnie intrygowało. Szybkość podejmowanych przez niego decyzji i dobry refleks.
– Zadziwiasz mnie – mruknął pod nosem Ethan. Najwyraźniej zdążył się domyślić, jakie mam plany co do nastolatka siedzącego przed komputerem. Włożył ręce do kieszeni i stanął obok mojego prawego ramienia. Nawet przez moment nie spojrzał mi w twarz. – Naprawdę chcesz go w to wciągnąć?
Bez zastanowienia pokiwałam głową.
– Dlaczego?
– Szybkość. Refleks. Nienawiść do potworów.
Ethan, który prawie nigdy się nie śmiał, teraz wybuchnął krótkim, chrapliwie brzmiącym śmiechem. Jeżeli miałam być szczera, to nie powinien więcej tego robić. To nie brzmiało jak rozbawienie, tylko jak strzyżenie owiec na pastwisku.
– Odbiło ci? To tylko gra komputerowa.
Potrząsnęłam głową.
Ethan jeszcze nie wiedział, ale bez porządnego rozeznania nigdy nie zabierałam się do akcji. Czy on naprawdę sądził, że do wyboru tego chłopaka zmusiła mnie sama gra komputerowa? Mylił się. To nie pierwszy raz kiedy spotykam tego nastolatka.
– Jego matka była opętana przez demona – odezwałam się szeptem. – Żaden egzorcyzm przeprowadzany przez księży nie pomógł. Byłam akurat z Amandą odebrać jej wyniki ze szpitala. To właśnie wtedy usłyszeliśmy, że ktoś krzyczy. Zerwałyśmy się do biegu, żeby zobaczyć, co dzieje się w sali obok i wtedy go zobaczyliśmy. – Skinęłam głową na chłopaka zajętego grą. – Wiedział, że coś jest nie tak z jego matką. Starał się jej pomóc. Nie przejmował się ciosami, które zadawał mu demon w skórze człowieka. Cały czas powtarzał matce, żeby nie dała sobą zawładnąć. Amanda kazała mi zostać przed salą, a sama poszła rozprawić się z cienistym demonem. To była zaledwie chwila. Zdziwiony chłopak zaczął ją wypytywać o to, kim jest. Na koniec rozmowy stwierdził, że też chciałby robić to co ona, bo chce się zemścić. Amanda oczywiście się nie zgodziła, bo zemsta nie jest dobrą pobudką do bycia łowcą.
Ethan milczał. Tym razem patrzył mi prosto w oczy. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim sądzi, wyraz jego twarzy był nieprzenikniony.
– Naprawdę ci odbiło – odezwał się w końcu z westchnieniem. – Chcesz go w to wciągnąć tylko dlatego, że chce się zemścić za matkę, która… swoją drogą przeżyła, prawda?
Kiwnęłam głową.
– To nie tak, że chcę mu pozwolić się mścić. Chcę go nauczyć czegoś innego – odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
Oderwałam się od framugi drzwi i ruszyłam w głąb sali. Za moimi plecami rozległo się ciche:
– Czasami żałuję, że cię poznałem.
Uznałam to za żart. Przecież gdyby Ethan chciał, już dawno by mnie porzucił, a tymczasem całkiem dobrze się dogadywaliśmy. Wiedziałam, że niczego nie żałuje, a już szczególnie nie spotkania ze mną. Wiedziałam również, że nie przyzna się na głos do tego, że może mnie lubić.
Bez słowa przysunęłam krzesło do siedzącego obok blondyna. Wszyscy spojrzeli na mnie lekko skonsternowani. To samo spojrzenie rzucił mi nastoletni gracz. Czy to coś dziwnego, że zasiadam obok i włączam się do gry? Dziewczyny również mogły interesować się bijatykami. To nie tylko męska zabawa.
Między nami zaczęło się ciche starcie. Wszyscy umilkli, wgapiając się w ekran. Połączyłam się z serwerem i wybrałam postać pod nazwą „łowczyni”, blondyn wybrał jakiegoś boksera. Widziałam jego uśmieszek. Myślał, że skoro wybrał lepszą pod względem doświadczenia postać, to wygraną ma w kieszeni. Jeszcze mógł się przeliczyć.
Krótka melodyjka rozpoczęła naszą bitwę. Wystarczą mi dwie minuty na wykończenie gościa i podcięcie mu skrzydeł. To samo miałam ochotę zrobić, gdy będzie chciał dołączyć do Nox.
Blondyn nie był zadowolony z tego powodu, że przegrywa. Przygryzł wargę i odezwał się kpiąco:
– Myślisz, że jakaś pierwsza lepsza dziewczyna mnie pokona?
Nie odpowiedziałam. Uśmiechnęłam się ze spokojem i znokautowałam jego postać. Kolejna dźwięczna melodia oznajmiła moją wygraną. Za naszymi plecami nie rozległy się żadne oklaski. Ludzie byli zbyt zaskoczeni wynikiem starcia. Czy to takie straszne, że wygrałam z chłopakiem? Ja również gram w dużo gier. Poza tym byłam stworzona do tego, aby zwyciężać.
Blondyn rozdziawił buzię i odprowadził mnie zdziwionymi, szarymi oczami do samych drzwi. W stronę Ethana szłam z dumnie uniesioną głową. Niczym niesamowita aktorka zamachałam blond włosami i zakręciłam biodrami. Mój kolega uśmiechnął się półgębkiem i potrząsnął głową z niedowierzaniem.
Obydwoje ruszyliśmy w stronę stołówki.
– Uważam, że to zły pomysł, Calanthe – odezwał się po krótkim czasie Ethan. – To jakiś zapaleniec komputerowy, na dodatek mocno zadufany w sobie.
Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć pełnym rozbawienia tekstem, ale zanim to zrobiłam, dosłyszałam za plecami głośne:
– To ty!
Przystanęłam i spojrzałam w tył. Postanowiłam, że udam głupią.
– Ja? – zdziwiłam się sztucznie, wskazując na siebie palcem. – Chyba się nie znamy.
– To ty byłaś wtedy z tobą dziwną kobietą w szpitalu! – Po tych słowach podbiegł do mnie tak gwałtownie, że zaczynałam wątpić w to, iż ma dobre zamiary. Jaki chłopak chwyta obcą dziewczynę za ramiona i zaczyna nią potrząsać. – Kim ona była i jak to zrobiła?! – Jego głos brzmiał nerwowo.
Uniosłam brwi. Zanim jednak cokolwiek powiedziałam, do rozmowy włączył się Ethan. Odepchnął stanowczym ruchem chłopaka i spojrzał na niego karcąco. Jak widać – dorobiłam się osobistego ochroniarza.
– Nie pozwalaj sobie – powiedział chłodno siedemnastolatek.
Andreas Tournai, bo tak miał na imię chłopak, zmierzył go groźnym spojrzeniem. Pewnie gdyby był większy i bardziej tęgi od Ethana, nie zastanawiałby się nad tym, czy go zdzielić po twarzy. Niestety, Andreas należał do wątłych i stosunkowo niskich osób, które raczej nie wzbudzały strachu. Zapewne zdawał sprawę ze swoich ograniczeń, bo nie starał się sprowokować mojego kolegi.
– Kim była ta kobieta? – spytał spokojniej blondyn. Jego stalowe tęczówki wierciły we mnie dziurę. On nie starał się mnie grzecznie pytać, on zmuszał mnie do mówienia.
– Po co ci ta wiedza? – zapytałam z rozbawieniem.
– Chcę wiedzieć, jak zabijać te potwory! Ty też to robisz, prawda? – spytał podejrzliwie.
Znów za bardzo się do mnie przybliżył. Widziałam, jak Ethan się krzywi i unosi rękę. Spojrzałam na niego ze spokojem i potrząsnęłam głową. Dopiero wtedy ją opuścił, choć nie był zbytnio zadowolony. Może i wyglądałam na małą, bezbronną dziewczynkę, ale świetnie dawałam sobie rady sama.
– Myślisz, że to takie łatwe? – spytałam z nutką aktorskiej tajemniczości w głosie.
– Nie, na pewno nie – powiedział Andreas, marszcząc wyraźnie czoło. Oddalił się ode mnie. Zdołał się już trochę uspokoić. – Ale chcę spróbować. Może pomógłbym tym innym ludziom? – Jego pytanie retoryczne zabrzmiało bardzo wątpliwie. Doskonale słyszałam to, co ostatnim razem powiedział Amandzie. Wcale nie chciał pomagać ludziom. Chciał się zemścić za matkę. Może byłam zbyt wielką optymistką, ale miałam nadzieję, że da się z niego coś jeszcze wykrzesać. Wierzyłam w ludzi.
– Dobrze – odpowiedziałam i założyłam ręce na piersi. Ethan spojrzał na mnie jak na wariatkę. Starałam się go ignorować. – W takim razie dziś o dwudziestej widzimy się przed szkołą. Na własne oczy przekonasz się, jak to jest niszczyć demony. – Uśmiechnęłam się wyzywająco.
Andreas wyprostował się i uśmiechnął szeroko. Dopiero teraz dostrzegłam w nim zupełnie inną osobę: otwartą, a przede wszystkim zdeterminowaną.
– Dobrze – potwierdził i postawił kilka kroków w tył. – W takim razie widzimy się wieczorem! – dodał na odchodnym i radośnie pobiegł gdzieś przed siebie.
Może to dziwne, ale nie mogłam się doczekać dzisiejszej misji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz