wtorek, 27 października 2026

[W cieniu ognia] Rozdział 23 - "Randka z demonem"

 Dzisiaj na zewnątrz było wyjątkowo zimno, to dlatego szybko pożałowałam założenia krótkiej spódnicy i cienkich czarnych rajstop. Tylko kawa w papierowym kubku ogrzewała moją zmarzniętą skórę. Właśnie stałam przy witrynie sklepowej i przyglądałam się swojemu odbiciu. Zarzuciłam beżowym płaszczem, stając w lekkim rozkroku. Czułam się niemal jak modelka na wybiegu, dlatego nieco mnie to rozbawiło. Tak w zasadzie nie umówiliśmy się w konkretnym miejscu. Aiden nie miał również telefonu, abym mogła do niego zadzwonić i spytać, gdzie się znajduje. Zostało mi tylko – pomimo niewielkiego wzrostu – rzucać się w oczy na tyle dobrze, aby zostać zauważoną. I tak też się stało. Wkrótce za moimi plecami wyrosła wysoka postać – mignęła mi w zniekształconym odbiciu. Od razu obróciłam się w jego kierunku. Nieco się zaskoczyłam, ponieważ Aiden również nie wyglądał tak, jak zwykle. Można powiedzieć, że idealnie wpasował się w tutejszy krajobraz. Miał na sobie szary obcisły golf, czarne spodnie i czarny, długi płaszcz – a w takim zestawie jeszcze nigdy go nie widziałam. Myślałam, że to ja wyglądam jak modelka? Wystarczyło spojrzeć na Aidena, który stał tutaj, z rękoma w kieszeniach, w pozie najdroższej opłacanego fotomodela z największych magazynów modowych. Oczywiście najbardziej wyróżniały się jego białe, krótkie włosy oraz szmaragdowe oczy – dzisiaj idealnie podkreślały bladą cerę.

– Łał – odezwałam się, nie kryjąc się z tym, że mierzę go z góry na dół. – Naprawdę ubrałeś się jak na randkę. Tego się nie spodziewałam.

– Ty również – odpowiedział demon, obdarzając mnie tym samym mierzącym spojrzeniem. Zdawało mi się, czy dłużej zatrzymał się na moich nogach?

– Mieliśmy nie zwracać na siebie uwagi, a chyba oboje będziemy ją zwracać aż nadto – dodałam ze śmiechem. – Patrz, nawet pasujemy do siebie stylistyką. – Wyciągnęłam przed siebie rękę, aby pokazać, że nasze płaszcze są bardzo podobne. Uśmiechałam się przy tym jak zadowolone dziecko. – Będziemy najlepszą parą na tym festynie.

Aiden nie odpowiedział, za to widziałam, że jego twarz zdobi uśmieszek. Już po chwili wyciągnął w moją stronę ramię, za które z rozmachem chwyciłam. Przez chwilę naprawdę czułam się jak na randce, na dodatek nie z demonem, a po prostu… z kimś, kogo lubię. A to trochę niebezpieczna myśl.

– Gdzie idziemy najpierw? – zapytał mój towarzysz, rozglądając się po okolicy.

– Hm – zastanowiłam się. Wspomniałam słowa Ariany, która mówiła coś o strzelaniu w puszki. Wskazałam palcem na stoisko, gdzie właśnie taka konkurencja miała miejsce. – Sprawdźmy, kto ma lepszego cela.

Byłam pewna siebie, ale rzeczywistość okazała się zgoła inna. Miałam wyraźnie zbyt mało siły, aby zbić wszystkie puszki. Mój cel był wspaniały, nawet jeżeli dłonie wciąż były pokiereszowane, ale dwie z przeszkód do głównej nagrody wciąż tkwiły w miejscu niewzruszone. Zmarszczyłam czoło, ponieważ podejrzewałam, że ktoś tu stosował nieczyste zagrania. Ze zmrużonymi morderczo oczami spojrzałam na sprzedawcę – udawał niewiniątko.

Aiden bez słowa chwycił za piłeczkę i obejrzał ją z każdej strony. Rzucił nią w ułożone puszki bez większego wysiłku oraz zapału, który ja miałam akurat duży. Stłukł celnie większość z nich. I w jego przypadku zostały dwie przeszkody. Widziałam ukradkiem, jak jego usta ledwie widocznie rozszerzają się w diabelskim uśmiechu. Zmrużył oczy i rzucił w puszki, od razu wszystkie strącając. Miałam wrażenie, że użył magii, ponieważ cała scena wyglądała, jakby piłka dosłownie wyrwała przymocowane do deski blaszane przedmioty. Sprzedawca był wyraźnie zdziwiony, ale i niezadowolony. Skinął głową na zabawki, które Aiden mógł wybrać. Bez wahania wskazał ogromnego misia, który był chyba takiego samego wzrostu jak ja. Jak na złość, oczywiście podarował go mnie. Kiedy go chwytałam, zapewne wyglądałam jak małe dziecko, co nie umknęło demonowi przybierającemu wredny uśmieszek.

– To nagroda pocieszenia – odezwał się mój towarzysz.

Zmarszczyłam czoło. Doskonale wiedział, jak urazić moją dumę.

– Przyznaj się, że użyłeś mocy. Widziałam to. – Zmrużyłam groźnie oczy.

– Nie lubię, gdy ktoś próbuje mnie oszukać. – Aiden wzruszył obojętnie ramionami.

Przyjrzałam mu się uważniej. Nigdy mi nie powiedział, jakiej mocy używa. W pewien sposób mnie to ciekawiło.

– Czy demony używają zawsze takiej samej cienistej mocy, czy mają różne rodzaje magii? – spytałam zaciekawiona, ruszając w dalszą podróż. Tym razem nie trzymałam już jednak Aidena pod ramię, bo musiałam dźwigać misia.

– Jedni używają zwykłej cienistej mocy, inni używają określonej magii, jeśli ją w ogóle posiadają.

– Skoro nie widziałam żadnego cienia, musisz mieć określony jej rodzaj. – Przyjrzałam mu się uważniej.

– Moja magia to moc chaosu – powiedział bez problemu, patrząc przed siebie. – Trudno ją opanować i jak sama nazwa wskazuje, jest niepowstrzymana. Na szczęście miałem dobrego nauczyciela.

Przekręciłam głowę w bok.

– Co taka magia może zrobić, pomijając to, że z powodzeniem strąca przyklejone do blatu puszki? – Uśmiechnęłam się pod nosem.

– Gdybym chciał, zmiótłbym z powierzchni ziemi cały ten festyn, a gdybym się postarał bardziej, może nawet i miasto.

Zdziwiłam się. Mówił prawdę? Jeśli tak, posiadał w swoich rękach prawdziwą broń. Lepiej, aby nie został wrogiem ludzkości. Albo sprzymierzeńcem departamentu.

– Odziedziczyłeś ją po ojcu? – spytałam podejrzliwie.

– Nie. 

– W takim razie po matce?

– Nie wiem, nie znam swojej matki.

Zamyśliłam się.

– Czy to oznacza, że większość demonów rozmnaża się z kim popadnie i zwykle znacie tylko swoich ojców? – Zmarszczyłam czoło.

– To nie jest zasada.

Widziałam na twarzy Aidena dziwne rozbawienie. Bawiły go moje pytania? To prawda, że zwykle nie dopytywałam o niego tak dużo. W sumie to nawet byłam zdziwiona jego odpowiedziami. Chyba niczego przede mną nie ukrywał.

– Rzeczywiście niedużo o tobie wiem – przyuważyłam. – Masz rodzeństwo?

– Raczej nie.

– Dobrze dogadujesz się z członkami departamentu?

– Nie.

– A z ojcem?

– Na tyle, ile muszę.

Otworzyłam usta, żeby zadać kolejne pytanie, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że… nie mam więcej pytań. To Aiden. O co miałam go spytać? O to, co lubi jeść? Pewnie odpowiedziałby, iż nie ma ulubionego dania. Jakie czyta książki? Widziałam, że wszystkie, jakie wpadną mu w ręce, przy czym na pewno dużo filozofii, historii i psychologii. To jednak nie zasada, bo raz widziałam na jego półce z romans, co zapewne stanowiło swojego rodzaju eksperyment gatunkowy. Wszystko to pasowało do ciekawskiej, znudzonej natury mojego ulubionego demona. Chyba wcale nie musiałam wiedzieć o nim więcej. Tak było w porządku.

Uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam do budki z owocami w czekoladzie. Kupiłam kilka truskawek, a pierwszą z nich wyciągnęłam w kierunku Aidena. Chwilę patrzył na mnie z uniesioną brwią, zastanawiając się, co z nią zrobić.

Przewróciłam oczami.

– Po prostu ją zjedz – powiedziałam.

Nie spodziewałam się, że Aiden nagle obejmie delikatnie moją dłoń i zbliży ją do swoich ust. Zjadł truskawkę i spojrzał mi w oczy. Nie miał żadnej szczególnej miny, a jednak poczułam, że serce wali mi w piersi mocniej niż powinno. Nie mógł po prostu wziąć tej truskawki do ręki? Musiał od razu molestować moją dłoń? Od razu przyciągnęłam ją do swojej piersi, jak najcenniejszy skarb, i ruszyłam dalej.

Do cholery. My naprawdę zachowywaliśmy się jak na jakiejś randce. Czy Aiden wziął to na poważnie? A może ja wzięłam to zbyt poważnie? Nie wiem, trochę mieszało mi się już w głowie. Potrzebowałam o tym zapomnieć i po prostu dobrze się bawić.

– Dobra, idziemy na kolejkę górską! – wykrzyknęłam z udawanym podekscytowaniem, wchodząc w tłumy. Już biegłam w kierunku nowej rozrywki, a Aiden prawdopodobnie podążał za mną. Ciekawe, czy w ogóle dobrze się bawił? A może to była jedna z nudniejszych wypraw za młodą łowczynią, którą tak lubił śledzić?

W wagoniku stykaliśmy się ramionami, nie czułam się więc komfortowo. Natomiast Aiden zdawał się nie zwracać na to uwagi. Z założonymi na piersi rękoma i kamienną miną spoglądał przed siebie. Nawet gdy ruszyliśmy, na jego twarzy nie było widać żadnych emocji. Co musiałabym zrobić, żeby w końcu pokazał zdziwienie, strach albo radość?

Później zabrałam demona jeszcze na kilka innych atrakcji. Diabelski młyn – choć tu zrobiło się niebezpiecznie romantycznie i zaczęłam się nawet jąkać, gdy coś opowiadałam, na co Aiden od razu zwrócił uwagę i patrzył na mnie dziwnie rozbawiony. Potem karuzela, jakieś bujające się filiżanki, które wywołały w mojej głowie zawroty, dom strachów… i wciąż zero emocji. W końcu głodna oraz zirytowana kupiłam tonę frytek. Tym razem nie zamierzałam karmić demona.

– Czy tobie w ogóle się tu podoba? – spytałam.

– Podoba mi się to, że mogę cię obserwować w nowej sytuacji.

– A podoba ci się coś poza mną? – dodałam uroczym głosem.

– Zwłaszcza ty.

Sama nie wiem, czy powiedział to z ironią, czy zwyczajnym głosem. Przyjrzałam mu się podejrzliwie, próbując zgłębić tę tajemnicę. Nagle stanęłam pośrodku tłumu, zakładając ręce na piersi.

– No dobra. To co ci się we mnie podoba? – zapytałam wyzywająco.

Aiden obrócił się w moim kierunku. Przez chwilę mi się przyglądał, jakby rozważał, co może powiedzieć. W końcu jednak postawił dwa kroki, stając tuż przede mną tak, że musiałam wysoko zadrzeć głowę. Niespodziewanie chwycił kosmyk moich włosów.

– Wyróżniasz się z tłumu. Promieniejesz dziwnym blaskiem. Masz błękitne oczy i złociste włosy, które z łatwością oszukują mijające cię osoby. Nie jesteś aniołem, jak mogłoby się wydawać innym. Masz w sobie dużo tajemnic. Nie poddajesz się i nie okazujesz strachu. Łatwo zjednujesz sobie ludzi. Sprzymierzyłaś się nawet z demonem – mówił to niskim szeptem, nie spuszczając wzroku z mojej twarzy. Czułam przez to, że robię się cała czerwona. Co to miało w ogóle znaczyć? Nigdy nie był tak wylewny. – Nie boisz się departamentu, mimo tego, że siedzą ci na ogonie. To właśnie mi się w tobie podoba – zakończył, puszczając moje włosy.

– Czyli wszystko to, co sprawia, że jestem dla ciebie świetną rozrywką – podsumowałam, patrząc na niego spode łba.

– Poniekąd – odpowiedział z uśmieszkiem.

– Matko, demony nie są ani trochę romantyczne – odpowiedziałam ironicznie, przewracając oczami. Misia chwyciłam pod pachę, a drugą ręką chwyciłam pod ramię demona. Zawsze wydawało mi się, że jest chłodny, a jednak czułam od niego przyjemne ciepło. Trochę pomogło mi to rozgrzać zziębnięte ciało. Przez dłuższą chwilę szliśmy przed siebie w milczeniu. Pluszak, którego za sobą ciągnęłam, obijał się o niezadowolonych ludzi. Miałam ochotę wyrzucić go za siebie. Nadarzyła się jednak okazja, aby pozbyć się tego prezentu w inny sposób. Zobaczyłam stojącą gdzieś z boku zapłakaną dziewczynkę, której ojciec nie chciał kupić żadnej zabawki. Puszczając Aidena, podeszłam do niej i wręczyłam jej tego wielkoluda. Nie sądziłam, aby mój demoniczny przyjaciel był na tyle sentymentalny, żeby obrazić się za ten gest. Zapewne rzeczy materialne nie miały dla niego tak dużego znaczenia. Błagam, to tylko demon.

– Masz. Mi się nie przyda – rzuciłam, posyłając jej uśmiech.

Oczywiście pluszaka musiał przytrzymać zdziwiony tym gestem ojciec, ponieważ dziewczynka była jeszcze dwa razy mniejsza niż ja. Widząc nagle na tej zaskoczonej twarzyczce szeroki uśmiech, ja sama poczułam się szczęśliwa. Pomachałam jej i wróciłam do towarzyszącemu mi mężczyzny. Ten patrzył na mnie z dziwnym uśmieszkiem.

– Nie sądziłem, że jesteś skłonna do takich poświęceń. – Prawdopodobnie wypowiedział to z nutą ironii w głosie, choć nigdy nie mogłam być tego pewna.

– Powiedzmy, że postąpiłam tak z egoistycznych względów, jednak koniec końców to miłe zobaczyć, jak ktoś się uśmiecha, zwłaszcza kiedy chwilę wcześniej płakał, bo było mu smutno. Czuję się niemal jak bohaterka. – Zaśmiałam się. – Chciałabym, żeby tak samo ludzie patrzyli na mnie, kiedy zabijam demony. – Rozmarzyłam się.

– A więc przyznajesz, że to twoja jedyna wielka pasja? – Aiden spojrzał na mnie ukradkiem, a ja zachichotałam.

– Taa, i to taka, która może wpędzić mnie łatwo do grobu. – Zerknęłam na przyjaciela. – Jakbyś się czuł, jakbym zabiła twojego ojca? W końcu jest demonem. I to szefem departamentu.

– Nie płakałbym za nim, jednak wydaje się to na razie dosyć irracjonalną wizją. – Aiden spojrzał na mnie znacząco, próbując mi przekazać, że bardzo ponosi mnie wyobraźnia. – Zacznij od jego pionków.

– Och, oczywiście. Pierwsza w kolejce jest Elyse, a potem Lilith. – Uśmiechnęłam się, może nawet trochę zbyt wesoło jak na rozmowę o zabijaniu. – Zammiela jeszcze wystarczająco nie poznałam, a Delrith to póki co za wysoki poziom, ze względu na jego moc. Muszę najpierw wzmocnić umysł. – Poklepałam palcem wskazującym głowę. – Idzie mi coraz lepiej, kiedy mam przy sobie ciebie – dodałam z ironią, ponieważ wciąż nie zapomniałam, co wyprawiał, będąc w moim cieniu.

Aiden już nic nie powiedział. Po prostu spojrzał do przodu. W tym momencie zechciałam zrobić bardzo głupią rzecz. Jak gdyby nigdy nic, chwyciłam go za dłoń, choć może to za dużo powiedziane w moim obecnym stanie. Nie wyglądał na zaskoczonego, ale spojrzał na nasze złączone ręce, a potem na mnie, jakby chciał zapytać samym spojrzeniem, co właśnie wyprawiam.

– Chciałam sprawdzić, czy demony mają zimne dłonie – wytłumaczyłam.

– I czego się dowiedziałaś? – spytał z uniesioną brwią.

– Jest cieplejsza niż moje. Zawsze myślałam, że twoje chłodne nastawienie przenosi się na całe ciało. – Pokiwałam do siebie głową. – Ciekawy eksperyment. Teraz możesz mnie ogrzać, bo nie wzięłam rękawiczek.

Nie ściskałam go zbyt mocno, ponieważ moje palce wciąż nie były wystarczająco zregenerowane.

– W takim razie może powinienem ogrzać całe twoje ciało? – Spojrzał na mnie ukradkiem.

Znowu to robił. Rzucał jakimś dziwnym tekstem, który brzmiał jak siłą wyrwany z powieści romantycznej, a wypowiadał to chłodno, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, jak mogę to do siebie przyjąć. A może to jakiś sposób na demoniczny podryw? Może jednak podobało mu się we mnie nie tylko to, że nie boję się departamentu?

– Takie rzeczy robi się zwykle po randce – rzuciłam, nie przemyślając nawet tego, co powiedziałam. Oczywiście dopiero po chwili przybrałam pokerową twarz. – Ale raczej nie po pierwszej.

– W takim razie czekają nas inne randki? – Aiden spojrzał na mnie znacząco.

– Być może.

Idąc w przedłużającym się milczeniu i trzymając się za ręce, czułam się coraz dziwniej. Dotychczas nie bywałam tak blisko Aidena. On też raczej trzymał mnie na dystans – pomijając próby, które podejmował, będąc w moim cieniu. Musiałam przyznać, że bliskość z nim była jednak całkiem przyjemna. Zastanawiałam się, jakby zareagował, gdybym znienacka go przytuliła? Zasadniczo już raz to zrobiłam, pod wpływem emocji, kiedy złapał mnie lecącą ze szkolnego dachu. To był jednak impuls, nad którym się nie zastanawiałam. Skąd w ogóle te myśli w głowie? Lubiłam stwarzać nowe sytuacje, ale czy ta bliskość nie robiła się przypadkiem nieco niebezpieczna?

Zagłębiona we własnych rozważaniach nie zauważyłam, że zaczyna kropić. Poczułam to dopiero, kiedy krople deszczu spadły mi na nos. Wzdrygnęłam się, patrząc w niebo. Zawiedzeni nagłą zmianą pogody ludzie zaczęli się przerzedzać – jedni ukrywali się pod dachami pobliskich budynków, inni znikali gdzieś wewnątrz nich. Tymczasem ja, stojąc z Aidenem gdzieś na środku, przyglądałam się, jak mokną moje idealnie wystylizowane loki.

– Nie chcesz się schować? – spytał Aiden, najwyraźniej dostrzegając moje niezdecydowanie.

Rozpadało się na dobre, a ja dalej stałam tutaj jak słup. Ludzi już prawie nie było. Okoliczni sprzedawcy zaczęli zamykać swój dobytek. Tylko muzyka brzęczała jeszcze w głośnikach. Właśnie leciała jakaś absurdalnie głupia, romantyczna piosenka. Chciałam się zaśmiać.

– Może powinniśmy zatańczyć? – spytałam, jakby deszcz padł mi na mózg.

Aiden zmarszczył czoło, co było dosyć rzadkim dla niego wyrazem twarzy.

– Jak? – spytał.

– Nigdy nie tańczyłeś? – Spojrzałam na niego zdziwiona, a ten potrząsnął głową. – To może być zabawne. – Zaśmiałam się, stanęłam przodem do niego i chwyciłam za jego ręce. – Pokażę ci, co to powolny taniec. Poznałam go z filmów. – Obie jego dłonie położyłam na swojej talii. I choć zrobiłam to sama, poczułam dziwne dreszcze. Swoje ręce zarzuciłam mu na szyję, którą ledwo obejmowałam, ponieważ brakowało mi kilka centymetrów. Uśmiechnęłam się z rozbawieniem, bo tańczenie na środku pustej, pogrążonej w deszczu przestrzeni, gdzie rozbrzmiewała kiczowata piosenka o miłości, było absurdalne. – Teraz możemy się zacząć bujać. – Ja pierwsza się poruszyłam, obserwując, jak Aiden stawia niezgrabne kroki, nie bardzo najwyraźniej wiedząc, co takiego wyprawiam. Chyba dawno się tak nie uśmiałam. Aż w kącikach oczu pojawiły mi się łzy.

– Nigdy nie słyszałem, żebyś się tak śmiała – mruknął najwyraźniej niezadowolony Aiden.

Spojrzałam do góry, stykając się z nim spojrzeniem.

– Ja nigdy nie słyszałam, żebyś się w ogóle śmiał – oznajmiłam z uśmieszkiem.

– Uwierz, śmieję się w duchu.

Odsunęłam się od niego na chwilę i chwyciłam za jedną z jego dłoni.

– Teraz pokażę ci inny ruch. – Zachichotałam, uniosłam nasze złączone ręce i zakręciłam się wokół własnej osi. – Tak zazwyczaj to wygląda, choć pewnie w naszym wykonaniu, nieco niezgrabnie.

– Proszę. Nauczyłaś mnie czegoś nowego. – Widziałam błysk w szmaragdowych oczach i delikatny uśmiech. Wyjątkowo nie kojarzył mi się z chłodnym demonem, a kimś, kto z powodzeniem mógł uchodzić za człowieka. Może to nie było do końca ciepłe spojrzenie, ale z pewnością mnie zahipnotyzowało. Nie byłam w stanie się od niego oderwać. Wciąż się bujaliśmy, jak zakochana w sobie para. Ręce demona wróciły na moją talię, dotykając jej tak, że ledwo czułam ten dotyk. Miałam ochotę mruknąć mu, że powinien chwycić mnie mocniej. Być może czytał w moich myślach, bo w końcu zostałam do niego przyciągnięta. Z tego wszystkiego aż zastygłam w bezruchu.

– Jak się kończą randki? – spytał dziwnym, głębokim szeptem. Niespodziewanie wyciągnął dłoń w kierunku mojej twarzy. Przejechał nią po policzku, sięgając włosów, gdzie zaczepił palce. Serce biło mi niemiłosiernie szybko, a jednak nie spuszczałam  niego wzroku.

– Zwykle… – Doskonale wiedziałam, że chce, żebym to powiedziała. Próbował zmusić mnie do tego oczami. Czy chciałam to jednak mówić? – Pocałunkiem – rzuciłam, zanim się zorientowałam, że w ogóle wypowiadam jakiekolwiek słowo.

Ta chwila trwała wieczność. Widziałam, jak Aiden się do mnie zbliża, a ja zastygłam w bezruchu jak bezbronny cielak, który po prostu poddał się swojemu drapieżnemu oprawcy. Aiden nie był jednak w tym przypadku drapieżnikiem. Dotknął moich ust tak delikatnie, że ledwo poczułam jego chłodne i mokre od deszczu wargi. Pocałował mnie. A najlepsze w tym wszystkim było to, że w ogóle mi to nie przeszkadzało. 

Kiedy już się odsunął, wciąż patrzyliśmy sobie w oczy. Nie moją twarz zdobił jednak triumfalny, demoniczny uśmieszek. 

– Wracajmy. – Usłyszałam. I nagle ciepło drugiego ciała, które przy sobie miałam, zniknęło, a ja znów poczułam chłód.

Pozostało mi tylko pokiwać głową.

Czy żałowałam tego, co się stało? Niestety nie.