niedziela, 21 stycznia 2018

Ogłoszenie

Hej! Wow, normalnie nie dowierzam, że ostatni rozdział WCS pojawił się 31 grudnia. Tym samym muszę ogłosić, że tymczasowo zawieszam bloga. Oczywiście nie zamierzam go zostawić, bo do końca całej serii zostało może z pięć rozdziałów, ale jednak nie jestem w stanie na chwilę obecną pisać rozdziały na bieżąco. Taka przerwa może zająć z miesiąc, dwa miesiące. W tym czasie, kiedy tylko będę mogła i mój umysł mi na to pozwoli, będę nadrabiać pisanie, aby potem nie było już tak dużych przerw i żebym mogła wszystko opublikować o określonym czasie. Pozdrawiam!

niedziela, 31 grudnia 2017

[TOM 3] Rozdział 48 - "Bez granic"

Mój laptop odmówił posłuszeństwa dokładnie 24 grudnia, nim zdołałam opublikować wszystkie teksty. Dalej jest martwy, bo padł cały dysk, na szczęście udało się odzyskać dane i mogłam je skopiować na dysk przenośny. Tak oto mam cały rozdział 48, z którym siedziałam do 4 nad ranem tylko po to, aby opublikować go tydzień po terminie. Ale to nic, miałam go w zapasie i mogłam zająć się innymi tworami. Nie było na święta, ale jest na Sylwestra. Także... Szczęśliwego Nowego Roku.
***
                – Laura! Laura!
                Głos, który mnie wołał był cichy i niewyraźny, a jednak udało mi się wywnioskować z jego brzmienia coś, co pomogło mi przynajmniej częściowo powrócić do przytomności. Miałam wrażenie, że moje ciało przygniecione jest przez coś nieziemsko ciężkiego, utrudniającego mi oddychanie – nie myliłam się, to nie był wymysł mojego ospałego umysłu. Na szczęście w porę zostałam wyciągnięta spod sterty bliżej nieokreślonych ciężarów – ktoś chwycił mnie za rękę i pociągnął w górę. Rażące światło zaatakowało moje oczy, przez co musiałam je zmrużyć.
                – Hej, wszystko w porządku? Żyjesz? – usłyszałam zatroskany głos Nathiela, który wciąż dochodził z oddali. Najwyraźniej potężny huk, który rozległ się chwilę temu, dostał się do moich uszu i skutecznie mnie ogłuszył.
                – Żyję – odpowiedziałam niemrawo, zanosząc się kaszlem. Miałam wrażenie, jakbym najadła się pyłu. Wywołał u mnie atak kaszlu, kiedy próbowałam powiedzieć coś więcej niż jedne słowo rzucone w stronę męża.
             Jakaś ręka poklepała mnie mocno po plecach.
                – Wszystko zniszczone. Gdzie się teraz podziejemy? – usłyszałam inny męski głos. Nie mogłam jednak rozszyfrować, kto był jego właścicielem. W uszach wciąż dziwnie mi szumiało. 
                – To by się stało prędzej czy później, chyba nie sądziłeś, że nasza siedziba zostanie nienaruszona? – zakpił ktoś inny.