niedziela, 6 września 2026

[W cieniu ognia] prolog

Ja wiem, że nikt tu już nie zagląda, ale to moje dziecko. I jak sobie obiecałam, że skończę tę serię KIEDYŚ, to pewnie to zrobię. Może nawet za 20 lat, ale jednak XD. Obiecałam "W cieniu ognia", czyli historię młodości Calanthe, i oto jest. Lubię ją jako postać, może też dlatego, że dotychczas jako jedyna znałam tło jej historii. Będzie o tym, jak poznała Aidena. O tym, jak powstała Laura (bez szczegółów ofc xd). O dołączania do Nox wiele lat wcześniej, jeszcze przed Nathielem. O budowaniu zespołu. O Departamencie sprzed lat. No i Calanthe, która jest bardzo skrajną wersją dorosłej siebie. Jestem w stanie uwierzyć, że miała ADHD, dopiero po latach to widzę XD. Mam napisanych kilkanaście rozdziałów, które wymagają jednak długiego przerabiania. Co ile będzie się tu coś pojawiać, nie wiem. Ale będzie.

***

Według mądrych słowników dostępnych w księgarni trauma to: „stan psychiczny z dużym napięciem nerwowym i negatywnymi emocjami, który jest wywołany ciężkim, bolesnym przeżyciem lub nagłym wydarzeniem zagrażającym zdrowiu czy życiu”. Ponoć każdy reaguje na to zjawisko inaczej. Wszystko zależy od tego, co przeżyliśmy. U jednych trauma może zakończyć się nawet śmiercią, u innych kilkoma nieprzespanymi nocami i nieprzyjemnością zapisaną na stałe w mózgu. Jedno jest pewne: ciężko zapomnieć o powodzie, który ją wywołał.

Myślę, że jestem jedną z tych wyjątkowych osób, dla których trauma staje się powodem do znalezienia w życiu jasnego celu. Wielokrotnie słyszałam, że uchodzę za niepoprawną optymistkę. Nie przeczę też, że coś jest ze mną ewidentnie nie tak. Moje wujostwo wysłało mnie nawet jako dziecko na terapię. Ta zakończyła się jednak po kilku miesiącach diagnozą: pacjentka prawdopodobnie była w zbyt młodym wieku, aby zrozumieć tak absurdalną, choć makabryczną sytuację. Nie jest jednak powiedziane, że nie będzie ona oddziaływać na nią w przyszłości.

A wszystko to zaczęło się od niewiarygodnie zielonych oczu, które potrafiły hipnotyzować.

Miałam dokładnie pięć lat, gdy spotkałam na swojej drodze istotę nie z tej Ziemi. Czy to był potwór? Czy może kosmita? A może demon? Wtedy tego nie wiedziałam. Wszyscy ludzie panikowali, gdy stawał na ich drodze, ale nie ja. Nie czułam strachu. Raczej zaintrygowanie. Kto wie, może to za sprawą tej istoty moje nogi odmówiły posłuszeństwa? Przecież to nie był człowiek. A może tylko chciałam sądzić, że nim nie był?

Pamiętam to, jakby wydarzyło się zaledwie wczoraj. Miałam na sobie koronkową sukienkę w błękitnym kolorze. Rodzice mówili, że idealnie pasuje do pięknego koloru moich oczu, który odziedziczyłam po babci. Na głowie spoczywał wielki, słomiany kapelusz, a w dłoni trzymałam białą maskotkę królika. Lecieliśmy na wakacje do Barcelony. Miejscem, gdzie straciłam część swojego dzieciństwo, było właśnie lotnisko. Nie pamiętam, w jakim mieście. Po prostu wiem, że znajdowałam się tam z rodzicami, których chwilę później straciłam.

Wciąż mam wrażenie, że gdybym nie spojrzała w oczy niepozornego szaleńca o zielonych oczach, trzymając rodziców za ręce, wszystko potoczyłoby się inaczej. W końcu to na mnie zwrócił uwagę. I to na mój widok zaczął krzyczeć. W ułamku sekundy wyciągnął z kieszeni pistolet i zaczął strzelać w ludzi, jakby byli kaczkami do wybicia w grze. Od pierwszych strzałów padli moi rodzice. Nigdy nie zapomnę przerażenia malującego się w gasnących oczach bliskich mi osób, które nawet nie mogły się obronić.

Nigdy nie zapomnę okrzyków przerażenia uciekających ludzi, depczących ich martwe ciała. Nigdy nie zapomnę twarzy, która patrzyła na mnie z czystą nienawiścią, chcąc się mnie pozbyć.

Byłam o krok od śmierci. Srebrzysta lufa skierowana w moją stronę śpiewała pieśni pożegnalne, gdy ja stałam w miejscu i nie mogłam się ruszyć. Hipnoza szmaragdowych oczu była zbyt silna.

Widziałam, że drżały mu ręce. Wyglądał, jakby coś go opętało. Jakby już nic nie mogło mu pomóc odzyskać zdrowych zmysłów.

Nawet nie wiedziałam, kiedy padł strzał. Wiedziałam tylko tyle, że niesiony przez nieprawdopodobną magię cudu, wyminął moją twarz, pozbywając się kilku fruwających w powietrzu blond kosmyków.

Byłam o krok od śmierci, a mimo tego przeżyłam. Zupełnie, jakbym dostała szansę od losu. Zupełnie, jakbym miała odwdzięczyć się za ten cud w przyszłości, w której znajdę powód do życia. Otóż – znalazłam go. Szkoda tylko, że droga, którą wybrałam, okazała się wyboista i nie miała dobrego zakończenia jak w bajkach.