W swoim krótkim nastoletnim życiu nie byłam jeszcze na żadnej imprezie, zwłaszcza na takiej, gdzie nieletni pili litrami alkohol i tańczyli jak opętani do łupiącej muzyki. Nie spodziewałam się też, że jedną z nich urządzi mój rówieśnik. Na to mógł wpaść tylko Andreas. Złapał pewnego dnia w szkole mnie i Ethana, rzucając, że przez cały tydzień będzie miał wolną chatę, więc chce zrobić coś, czego jeszcze nie zrobił: zaszaleć. Nie byłam co do tego pomysłu przekonana, ale musiałam przyznać, że Andre znalazł dobry argument.
– No, weź. Przecież możemy zaprosić tę całą Arianę, którą tak obserwujesz. Imprezy przybliżają do siebie ludzi. W szkole nie możecie nawet porządnie porozmawiać o demonach. – Rówieśnik objął moje ramię i uśmiechnął się szeroko na zachętę. Widziałam ukradkiem, że Ethan mrozi go spojrzeniem.
Zastanowiłam się przez chwilę. Może to rzeczywiście nie był zły pomysł. Do Ariany chciałam podejść zupełnie inaczej niż do Ethana czy Andre. W mniej… rzucający się w oczy sposób. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy członkowie Departamentu Kontroli Demonów stwierdzą, że nas zaatakują, a nie powinniśmy w to wplątywać całkowicie nowej osoby. Rozmowa wystarczy, zwłaszcza że Ariana już wierzyła w istnienie cienistych pokrak.
– Ile ty masz lat, co? – Usłyszałam po swojej prawej głos Ethana, który patrzył teraz na Andreasa z dziwnym niesmakiem.
– Piętnaście, niedługo szesnaście. Dlatego można uznać, że to impreza urodzinowa – powiedział z niewinną miną. – A ty ile, co? Bo zachowujesz się, jakbyś miał ich pięćdziesiąt. – Blondyn wystawił mu język.
Zanim Ethan otworzył usta, weszłam w ich dialog.
– Zgadzam się. To może być całkiem zabawne.
Andreas odtańczył na środku korytarza taniec zwycięstwa, a Ethan przewrócił oczami.
I tak oto dwa dni później wylądowaliśmy w domu, gdzie rozbrzmiewała ogłuszająca muzyka, a nastolatki popijały z czerwonych kubków bliżej nieokreślone alkoholowe trunki. Nie ubrałam się na tę okazję jakoś szczególnie. Miałam na sobie jedną z licznych białych sukienek na ramiączkach sięgających do połowy ud i zakończonych u dołu koronką. Włosy, które były nieco podkręcone, ułożyłam w ciasny kucyk na szczycie głowy. Nie zamierzałam pić alkoholu, dlatego dzierżyłam w dłoni kubek z sokiem pomarańczowym. Na razie wyłącznie przyglądałam się tańczącym lub rozmawiającym ludziom, stojąc gdzieś pod ścianą. Wśród tłumu wyszukałam Andreasa, który najwyraźniej bawił się świetnie, bo podskakiwał z kubkiem razem ze znajomymi z klasy i krzyczał z nimi fałszująco do piosenki. Ethan stał za to gdzieś z boku, próbując wtopić się w tło – mimo tego, nieco podpite nastolatki zdążyły go już otoczyć. Nagle przestał być dla nich groźnym łobuzem. Słowo daję, chłopak wyglądał, jakby miał za chwilę zejść tam na zawał. Kiedy jedna z dziewcząt dotknęła go przyjaźnie w ramię, mało nie wylał na nią kubka pełnego piwa. Ten widok nieco mnie rozbawił.
– Calanthe. – Usłyszałam nagle dziewczęcy głos, który przerwał moje chichranie się.
Spojrzałam w kierunku czerwonowłosej dziewczyny stojącej na środku pokoju i naciągającej nieśmiało koszulkę. Wyraźnie było widać, że nie czuje się tu komfortowo. Zaprosiłam ją tutaj i pewnie tylko dlatego tu przyszła, bo raczej imprezy nie były czymś, co ją interesowało. Na jej widok od razu szeroko się uśmiechnęłam.
– Ariana – odpowiedziałam, podchodząc do niej. – Cieszę się, że przyszłaś.
– Wciąż nie wiem, czy to dobry pomysł. – Dziewczyna zaśmiała się nerwowo i nieco rozejrzała. – Nigdy nie byłam uwikłana w taką sytuację, ale powtarzam sobie, że może to doświadczenie przyda mi się przy pisaniu bloga.
– Spokojnie, ja też nie bywam na takich imprezach i podobnie jak ty, przyszłam tu z ciekawości. – Puściłam jej oczko i wskazałam na sofę, gdzie chciałam, żebyśmy usiadły. Ariana przyjęła moją propozycję i już po chwili, przy głośnych okrzykach oraz muzyce, zasiadłyśmy obok siebie. Dziewczyna wyglądała na zestresowaną. Wyraźnie chciała mnie o coś spytać, ale z jakiegoś powodu niczego nie mówiła. Postanowiłam ją do tego zachęcić.
– Wszystko w porządku?
– Tak. Po prostu… mam do ciebie pytanie. – Nagle zwróciła się do mnie kolanami i twarzą, przybierając poważną minę. – Czy ty… – Wzięła głęboki oddech. – Nie uznawaj mnie za wariatkę, błagam, ale… – Znów przerwała. – Czy ty jesteś… łowczynią?
Akurat gdy o to pytała, piłam sok pomarańczowy, którym się zakrztusiłam. Zakaszlałam kilka razy, przyjmując z wdzięcznością jej gest w postaci klepania po plecach. To, o co mnie spytała, było nad wyraz interesujące. Jak to wydedukowała?
– Przepraszam, to… to nie było dobre pytanie. – Ariana dosyć szybko się wycofała. Na jej policzkach widziałam czerwone plamy. – Po prostu… gdy wychodziłaś ostatnio ze stołówki, zauważyłam, że z plecaka coś ci wystaje. No, wiesz…
– Nóż – dokończyłam za nią, aby nie miała wątpliwości, że wiem, o czym mówi.
Ariana pokiwała powoli głową. Wciąż bardzo ostrożnie podchodziła do tematu.
Z jakiegoś powodu musiała wiedzieć, że to nie jest zwyczajny nóż, a to potwierdzało moją teorię: jej wiedza nie była przypadkowa. Czy dziadek, o którym wspominała, naprawdę był łowcą demonów? A może znał kogoś, kto nim był?
Zanim otworzyłam buzię, aby odpowiedzieć na nurtujące ją pytanie, nagle wszystkie światła zgasły, a muzyka zamieniła się z ciszą miejscami. Prawdopodobnie padł prąd. I potraktowałabym to zjawisko jako całkowicie normalne, gdyby nie to, że naraz wszystkie okna wybuchły, wrzucając do środka tonę szkła. Niektórzy ludzie zaczęli krzyczeć i rozbiegli się po salonie. Chyba tylko ja dostrzegłam, że po parapecie, na które padało światło latarni, zaczęły wlewać się cieniste masy. Dłużej nie czekałam. Dopadłam się do torby, która leżała gdzieś obok sofy i wyjęłam z niej exitialis.
– Uciekajcie! – zdążyłam wykrzyknąć, wystawiając w kierunku pokrak nóż. – Ethan! Andreas!
Nie wiedziałam, gdzie podziała się Ariana, ale raczej nie siedziała już na sofie. Cóż, na razie musiała sobie radzić sama. Miałam tylko nadzieję, że oprócz inteligencji miała też jakiś instynkt samozachowawczy.
Kilkoro nastolatków przebiegło obok mnie i rzuciło się w kierunku drzwi wyjściowych, wypadając za nie z przerażeniem. Nie wszyscy podjęli jednak tę samą decyzję. Niektórzy byli nawet rozbawieni horrorem, który miał się zaraz rozegrać. Rzucali do siebie tekstami, że pewnie ktoś próbuje ich nastraszyć, a to przecież nie Halloween. Nie mogłam z tym nic zrobić.
Kiedy usłyszałam przed sobą warczenie, zamachnęłam się na oślep nożem, jak się okazało, skutecznie. Podczas tego ciosu pokój na chwilę rozjaśnił się blaskiem ostrza. Wtedy dosłyszałam kolejne okrzyki przerażonych ludzi, którzy przez krótką chwilę widzieli w ciemnościach pokraki. Ktoś przebiegł obok, uderzając mnie łokciem i wytrącając tym samym z równowagi. Przeklęłam pod nosem, ale szybko się pozbierałam. Słyszałam, że Andreas wykrzykuje do swoich gości, że mają natychmiast opuścić jego dom, bo robi się niebezpiecznie. Prawdopodobnie niektórzy z nich dalej nie wierzyli, że to nie jest żart. Najlepszym, choć może niekoniecznie bezpiecznym pomysłem, wykazał się Ethan. Gdy spojrzałam w bok, dostrzegłam, że coś płonie. To nasz starszy kolega celowo podpalił firanki w kuchni, wzbudzając wśród zgromadzonych panikę. Dzięki temu większość nastolatków wybiegła z mieszkania, krzycząc coś o pożarze. Ja tymczasem starałam się pozbyć kolejnych pokrak, które jarzyły się w bladym świetle ognia. Nie miałam pewności, że wszyscy stąd wyszli, ale musiałam działać.
Pozbywając się bezmózgich demonów, zastanawiało mnie jedno: co tu robiły? To raczej nie przypadek, że się tutaj znalazły. Odpowiedź na to pytanie zmaterializowała się w rogu mieszkania, zdradzając swoje położenie rozbawionym głosem.
– I to są ci cali młodociani członkowie Nox? – Obca kobieta kpiąco się zaśmiała. Dopiero po chwili zauważyłam, że nie była tu zupełnie sama. Ku mojemu zdziwieniu, u jej boku stało dziecko. Prawdopodobnie demoniczne dziecko. Uczepiło się jej koszulki i spoglądało podejrzliwie w moim kierunku.
– Spójrz, Gabrielle, to twoi wrogowie. Nie musisz się ich bać. – Zachichotała demonica. Miała założone na piersi ręce i wyglądała, jakby przyszła tutaj pooglądać wszystko z boku. To oczywiste, że się nas nie bała. A to mogło oznaczać tylko jedno: to kolejna członkini departamentu, która przyszła się zabawić moim kosztem.
Wbijając exitialis w następną w kolejce cienistą pokrakę, która zamachnęła się na mnie łapą, dostrzegłam kątem oka coś jeszcze. Czerwone włosy ukryte za sofą.
– Ariana! – wykrzyknęłam nerwowo. – Co ty tu jeszcze robisz? Uciekaj!
Nie widziałam, co robi odkryta nastolatka, ponieważ musiałam kopnąć kolejną pokrakę i wbić w nią exitialis. Dopiero gdy rozprawiłam się z cienistymi potworami, odwróciłam się w kierunku sofy. Ku mojemu zdziwieniu dostrzegłam Arianę, która stała na środku pokoju w zupełnym bezruchu i przerażoną miną. Miała rozwarte usta.
– To pierwszy raz, kiedy moja córka wkrada się do cienia. – Usłyszałam rozbawiony głos kobiety, która teraz siedziała na oparciu sofy, niczym się nie przejmując. Spoglądała na mnie z kpiącym uśmieszkiem. Andreas zdążył włączyć zapasowe korki, dlatego mogłam zobaczyć ją w całej okazałości.
Demonica miała długie, falowane czarne włosy i jak przystało na jej gatunek – szmaragdowe oczy. Blada skóra idealnie podkreślała wydatne usta w kolorze intensywnej czerwieni. Długie, gęste rzęsy okalały duże tęczówki, a ostre rysy twarzy i idealnie wyprofilowany podbródek tylko potwierdziły moje domysły, że wszystkie ludzkie cieniste demony były niebagatelnej urody. Ubrana w czarny, koronkowy gorset wiązany wstążkami z przodu, krótkie, czarne spodenki i wysokie kozaki z obcasem przywodziła na myśl osobę, która pomyliła imprezy. O wiele bardziej odnalazłaby się zapewne na gotyckim balu.
Nóż przeleciał za jej plecami, a ona zgrabnie złapała ostrze między palec wskazujący a środkowy, nawet nie oglądając się za siebie. Widziałam ukradkiem, że to Ethan puścił w kierunku demonicy exitialis. Bałam się, że zwróci mu ten prezent z większą precyzją i szybkością, ale zamiast tego obróciła go wokół palców, jakby się nim bawiła. Zanim postawiłam krok, przyłożyła go do krtani Ariany. Gwałtownie się wtedy zatrzymałam.
– Wszelkie próby zaskoczenia mnie będą nieskuteczne, za kogo mnie macie? – Zaśmiała się. – Przyszłam tu z pokojowymi zamiarami – dodała z ironią, wzruszając ramionami. Oczywiście wszystko w jej postawie mówiło, że wcale nie przyszła tu w warunkach pokojowych. – Chciałam zobaczyć, kto wykiwał naszą biedną Elise i dlaczego jest tak głośno o nowych członkach Nox. Przyznaję, spodziewałam się czegoś lepszego.
Uśmiechnęłam się kpiąco, ignorując słowa demonicy. Spojrzałam w kierunku Ariany, chcąc zachęcić ją do wyrzucenia z siebie małego demona, ale ku mojemu zdziwieniu ona sama zaczęła z nim już walczyć. Widziałam to w zmrużonych z bólu oczach, zaciskających się mocno pięściach i łzach, które ciekły po policzkach. Poza tym gdyby mała demonica przejęła jej ciało, zapewne byłaby w stanie drgnąć, a tymczasem dalej stała w jednym miejscu. Czy to kwestia niedoświadczenia dziecka czy może silnej woli Ariany? Ostatecznie musiała się już domyślić, co jest grane.
Aby odwrócić uwagę od jej trudów, postanowiłam podjąć się rozmowy z prawdopodobną członkinią Departamentu Kontroli Demonów. Opuściłam nóż i spojrzałam na nią z kpiącym, niemal wyzywającym uśmieszkiem. Jeżeli coś wychodziło mi dobrze, to z pewnością bycie bezczelną, nieustraszoną łowczynią. Ethan i Andreas, którzy stali jak wryci kilka metrów za naszym wrogiem, spoglądali na mnie z czujnością. Żaden z nich się nie poruszył, bo nie chcieli, by komuś stała się krzywda. Poza tym Ethan stracił broń.
– Nieładnie tak wchodzić na imprezę nieproszonym i to jeszcze przez okno, nie nauczyli was w świecie demonów kultury? – spytałam ironicznie, grając w tę samą grę, co moja rozmówczyni.
Kobieta zaśmiała się głośno na moje słowa.
– Pięknie. A więc potrafisz cokolwiek mówić. I na dodatek jesteś bezczelna jak na nastolatkę przystało. Z chęcią kiedyś zmażę z twojej twarzy ten pewny siebie uśmieszek. Na razie nasz szef kazał nam jednak wyłącznie obserwować. – Zabrzmiała prawie jakby było jej z tego powodu smutno.
– A wy jesteście posłuszni i oczywiście wykonujecie jego rozkazy. – Nie spuszczałam z niej wzroku.
– Cóż, nawet nasz szef wie, że wypadki się zdarzają. – Zmrużyła groźnie oczy. – Zwłaszcza nieuważnym gówniarzom.
– Może w takim razie chociaż zdradzisz nam swoje imię, abyśmy mogli powiadomić twojego szefa, że twoja obserwacja poszła nie tak, jak powinna i uległaś wypadkowi? – Tym razem uśmiechnęłam się w uroczy sposób, przekręcając głowę w bok jak nawiedzona laleczka. Ukradkiem widziałam, jak Ethan przykłada rękę do czoła, wyglądając przy tym, jakby chciał zwyzywać mnie od idiotek, a Andreas wybałusza oczy.
Kobieta jeszcze raz się zaśmiała, chociaż tym razem brzmiała, jakbym naprawdę ją rozbawiła. Aż straciła czujność – odsunęła nóż od krtani Ariany i chwyciła się za brzuch. Ledwo utrzymała się na oparciu sofy. Brakowało jeszcze łez w szmaragdowych oczach.
– Zdradzę ci swoje imię – powiedziała po dłuższej chwili, ocierając sztuczną łezkę z kącika oczu. – Żebyś wiedziała, kogo powinnaś się bać. – Przerwała, najwyraźniej chcąc dodać tej ciszy nutki dramatyzmu. – Lilith Adair, Departament Kontroli Demonów.
– Miło cię poznać, Lilith. Moje imię już zapewne znasz, ale przedstawię się jeszcze raz, żebyś doskonale zapamiętała. – Uśmiechnęłam się i zmrużyłam oczy, parodiując demonicę. – Calanthe Clerinell. Miło mi będzie was wszystkich pozabijać – dodałam niskim szeptem.
W tym samym momencie Ariana upadła na kolana, głośno krzycząc, a mały demon wyskoczył z jej cienia, tocząc się wprost pod moje nogi. Niewiele myśląc, zamachnęłam się na nią nożem. Widziałam tylko ogromne, przerażone, szmaragdowe oczy. Zanim ją jednak drasnęłam, ktoś złapał mnie wpół i odciągnął na bok.
– To dziecko, Calanthe! – Usłyszałam niedowierzający głos Ethana.
Z jakiegoś powodu poczułam się zirytowana. Zaczęłam się wyrywać.
– To demon, nie dziecko!
Dziewczynka nazwana wcześniej przez matkę Gabrielle zdążyła uciec i zniknąć wraz z Lilith, której kpiący śmiech niósł się po pomieszczeniu jeszcze przez dłuższą chwilę.
Uspokoiłam się i syknęłam wściekle pod nosem. Spojrzałam spode łba na Ethana, który patrzył zaś w moje oczy z pełną powagą. Dalej trzymał mnie w mocnym uścisku. W tym czasie Andreas pomógł wstać Arianie.
Dziewczyna ocierała z policzków łzy. Wyglądała na przerażoną i jeszcze bledszą niż wcześniej. Skinęła dziękująco głową w stronę chłopaka.
– Miałaś niezły fart, że wkradła się do twojego cienia mała demonica, która robiła to po raz pierwszy – powiedział blondyn, uśmiechając się krzywo na boku.
Ariana go jednak nie słuchała. Skierowała na mnie błyszczące, zielone oczy. Wyglądała jakby wygrała główną nagrodę w loterii. Teraz na bladej twarzy pojawiły się dodatkowo rumiane plamy.
– Jesteście łowcami, prawda? – spytała, najwyraźniej podjarana tym faktem.
Pokiwałam głową, uśmiechając się ironicznie na boku.
– Calanthe od dłuższego czasu cię obserwowała. Może jednak nie myliła się z tym, że byś do nas pasowała – powiedział Andreas, wzruszając obojętnie ramionami, jakby wcale go to nie interesowało. Zapomniał dodać, że to on i Ethan ją obserwowali i to znacznie dłużej niż ja. Pewnie nie byłaby zadowolona, gdyby wiedziała, jakie informacje o niej wyciągnął.
Andre spojrzał na mnie z niewinną miną, jakby usłyszał moje myśli.
– Jak to? – spytała zaszokowana dziewczyna, wybałuszając oczy. – Chciałaś, żebym też była… łowcą?
Ethan zdążył się odsunąć. Najwyraźniej zauważył, że straciłam zainteresowanie wojowaniem z nim. Od razu podeszłam do Ariany i położyłam jej ręce na ramionach.
– Może tak było, ale posłuchaj mnie teraz uważnie. – Spojrzałam na nią z niemal groźną powagą, gotowa wystraszyć ją tak, że ucieknie z płaczem. – To nie jest opowieść o przystojnych demonach i drużynie, która zawsze zwycięża. Dobro nie zawsze będzie wygrywać. Już teraz Departament Kontroli Demonów interesuje się naszymi poczynaniami.
Ariana kiwnęła ostrożnie głową.
– Wiem – odpowiedziała cicho. – Mój dziadek doskonale o tym wiedział. – Zacisnęła pięści. – Nie był łowcą, ale miał kolegę, który pełnił tę rolę. Uratował go kiedyś przed demonem. To dlatego wiele na ten temat wiedział. Wszyscy myśleli, że jego opowieści są tylko wygłupem starzejącego się mężczyzny, ale ja wiedziałam, że to wszystko jest prawdą. Wiem więcej o świecie demonów, niż ci się wydaje, Calanthe – dodała z powagą.
– Czy to oznacza, że chcesz się w to świadomie pchać? – spytałam, puszczając jej ramiona.
– Tak. Chcę wam pomóc. Jestem na to gotowa.
W jej oczach widziałam teraz tyle uporu, ile nigdy wcześnie nie widziałam u żadnego człowieka. Ani Ethan, ani Andreas nie byli tak pewni swojej decyzji jak Ariana.
Uśmiechnęłam się pod nosem, przestając grać groźną łowczynię, która próbuje wytrącić jej ten pomysł z głowy. Podałam dziewczynie rękę.
– Witaj w zespole.
Nastolatka uśmiechnęła się szeroko i uścisnęła moją dłoń.
– I pomyśleć, że jeszcze przed oficjalnym dołączeniem do nas zyskałaś już ukryty cień, który oznacza…
– …że już nigdy więcej żaden demon nie spróbuje mną zawładnąć – dokończyła za mnie, jak przystało na osobę, która wszystko wiedziała. Po tych słowach nieco się zawstydziła, ponieważ najwyraźniej nie chciała wyjść na mądralę. – Przepraszam – dodała cicho.
Zaśmiałam się w odpowiedzi.
– Nie masz za co. Chętnie dowiem się, co jeszcze wiesz o świecie demonów. – Puściłam jej oczko. – Ale najpierw może pomóżmy Andre sprzątać. – Rozejrzałam się wokół, dostrzegając kuchnię, która częściowo była zwęglona, i porozrzucane kawałki szkła oraz kubki.
Andreas jęknął. Najwyraźniej uświadomiłam mu, że jego wymarzona impreza skończyła się inaczej niż tego oczekiwał. Przeczesał nerwowo włosy i mruknął pod nosem:
– Mam przesrane u rodziców.