poniedziałek, 24 lipca 2017

[TOM 3] Rozdział 34 - "Cena jutra"

Wiem, znów to cholernie opóźnienie i to prawie o dwa dni. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że pisanie GPK, poprawianie WCN i pisanie rozdziałów WCS to dla mnie jednak trochę za dużo. No trudno. Przejdźmy do przetargu z wiedźmą! 
***
Nivareth była kobietą, która potrafiła przytłoczyć człowieka samym spojrzeniem. Nie było w niej nawet krztyny dobra. Patrzyła na mnie z góry, dumnie wyprostowana i znudzona moim widokiem – wykrzywiała usta w ostentacyjnym niezadowoleniu.
Była ubrana w drogą suknię przeznaczoną dla wysoko urodzonych ludzi w czasach średniowiecznych – zdobiona przy dekolcie drobnymi rubinami i bordową wstążką wszytą pod materiał. Drobne florystyczne wzory w kolorze piaskowym ciągnęły się po całości burżuazyjnej kreacji. Wstęga, która opasała jej biodra powiewała na wietrze z gracją, dopełniając wrażenia monumentalności postaci. Na ramionach spoczywał jej przeźroczysty szal, który owijał się wokół niej jak wyjątkowo chudy wąż przeplatany nitkami złota. Kruczoczarne włosy były upięte w mistycznie skomplikowaną fryzurę układającą się w loki. W prawej dłoni trzymała bogato zdobiony złoty wachlarz, którym miarowo posyłała do swojej udręczonej twarzy delikatny wietrzyk. W złotych oczach błyszczała nienawiść do rasy ludzkiej.
Nie trzymała się krawędzi wieży, stała na niej nie bojąc się tego, że spadnie w dół. Nic dziwnego, była władczynią wiatru. Jedną z Wielkiej Czwórki Czarodziejek, która zabiła swoje siostry dla zemsty i z nienawiści stała się wiedźmą.
– Nie traćmy cennego czasu – odezwała się głosem pełnym wyższości. Zgrabnym ruchem zwinęła wachlarz i opuściła go w dół. – Co jesteś mi w stanie zaoferować?
Wyprostowałam się i ostatni raz spojrzałam w dół. Nie miałam lęku wysokości, ale nie znałam osoby, która nie bałaby się tu teraz stać. Adrenalina krążyła w moich żyłach już od kilku minut. Musiałam wziąć głęboki wdech i zacząć swoją twardą debatę. Może nie byłam pewna siebie, ale to czego nienawidziłam to wywyższające się nad innymi babska uważające siebie za kogoś lepszego.
Nivareth ułożyła usta w dzióbek i ściągnęła brwi.
– Odważnie ze mną pogrywasz – mruknęła z niezadowoleniem.
Wiatr mocniej zawiał. Najwyraźniej chciała mnie ostrzec, że mogę skończyć jako gustowna plama krwi na kamiennym podłożu.
Wiedźma przekupstwa czytał w myślach: zapamiętać.
– Pragnę zasugerować, że zanim zaczniemy się targować, powinnaś wiedzieć jaka jest stawka – powiedziałam to tak spokojnie, żeby nie miała wątpliwości co do tego, że mam pokojowe zamiary.
Nivareth zarzuciła długą suknią i odwróciła się do mnie plecami. Znów rozłożyła wachlarz, którym ostentacyjnie zaczęła się wachlować. Może była trupem, ale za to trupem z gracją.
– Mów – zażądała chłodno.
Przewróciłam oczami mając nadzieję na to, że nie dostrzeże tego gestu, a potem wzięłam głęboki wdech i zaczęłam swoją historię:
– Chodzi o klątwę, która urzeczywistnia obawy. Zostałam nią dotknięta nie tylko ja, ale wszyscy moi przyjaciele. Nałożyły ją na nas wiedźmy.
– Wiedźmy – szepnęła jakby do siebie. Nie wiedziałam czy naprawdę nad czymś rozmyśla, czy po prostu udaje, że to robi.
Nivareth zarzuciła czarnymi włosami w tył i spojrzała na mnie przez ramię z zabójczym błyskiem w oczach. Chrząknęłam znacząco i jednocześnie przepraszająco. Co innego powstrzymać swój język, co innego myśli.
Wiedźma przekupstwa powróciła do poprzedniej pozycji i zamachała dłonią w górze, jakby czarowała. Zważając na okoliczności, zapewne właśnie to robiła, nie wiedziałam tylko w jakim celu. Przyglądałam się jej w milczeniu i czekałam na jakąkolwiek reakcję. Coś do siebie mruczała, kiwała głową i prychała. Bardzo się cieszyłam, że w czasach średniowiecza nie znano takiego słowa jak schizofrenia, dlatego swobodnie mogłam go używać w myślach. Może w obecności wiedźmy powinnam stosować wymyślne epitety i skomplikowane sekwencje zdaniowe?
Gdy Nivareth skończyła rozmowę z własną osobą, mruknęła:
– Kretynki.
Mój but osunął się po stalowej konstrukcji, na szczęście w porę chwyciłam się dłońmi długiego pręta – ocalił mi życie. Moja reakcja była oczywiście spowodowana używanym przez wiedźmę słownictwem. Rzeczywiście, od samego początku nie wyrażała się zamierzchłym językiem. Może zachowywała się jak średniowieczna dama, ale na pewno jak ona nie mówiła.
– Zaklęcie, które na was nałożyły nie jest zbyt silne, przy odrobinie mózgu wasze czarodziejki z pewnością by je odwołały, ale skoro zgłosiłyście się z tym do mnie – powiedziała z wrednym uśmiechem. – Nie pogardzę dobrą wymianą.
Wciąż mnie zastanawiało, dlaczego wiedźma wybrała akurat mnie. Przecież la bonne fee mogły zaoferować jej o wiele więcej niż ja, poza tym nie byłam magicznie uzdolniona. W dowolnej chwili mogła mnie zrzucić z wieży Eiffla, a wtedy nici z dalszych prób.
– Nie przepadam za czarodziejkami – burknęła i skrzywiła się z niesmakiem. – Wolę już rozmawiać z półdemonicznym pomiotem samego Szatana niż z duetem nieporadnych la bonne fee, czy z bezmózgim demonem, który zaoferowałby mi trzydniowe wakacje nad morzem, gdzie się nie wybieram, ponieważ jestem uziemiona tutaj – mówiąc to, wskazała dłonią na wieżę Eiffla. Wyglądała na zirytowaną tym faktem. Nie dziwiłam jej się. Stać tu tyle wieków – musiała się piekielnie nudzić.
– Nudzić? – prychnęła, przewracając oczami. Straciła swoją arystokratyczną maskę i ubrała tę zwyczajną, całkiem ludzką. – Codziennie przychodzą tu jacyś debile, którzy mają prośby nie z tej ziemi! Myślą, że jestem cholerną wróżką, która spełni każde z ich życzeń, ale się mylą! – krzyknęła ze złością. – Nie potrafię dać nikomu bogactwa czy kochanki! Gdybym umiała, już dawno by mnie tu nie było – swoją wypowiedź zakończyła umęczonym westchnięciem. Zareagowałam na to uśmieszkiem, który starałam się ukryć za rękawem bluzki, udając że właśnie dopadł mnie gruźliczy kaszel. Zanim wiedźma zaatakowała mnie jakąś obelgą, odezwałam się:
– To dlatego nauczyłaś się naszego języka?
– Waszego języka? – zdziwiła się. – Umiem wszystkie pieprzone języki tego świata!
Zesztywniałam pod wpływem jej zdenerwowania. Cóż, nie zmierzało to do dobrego rozwiązania sprawy. Rozmowa na temat jej życia nie była najwyraźniej właściwym pomysłem.
Wiedźma wzięła głęboki wdech i machnęła zamaszyście wachlarzem. Znów była tą przerażającą damą o nienagannych manierach. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że gdy umarła, była zdecydowanie młodsza ode mnie. Nawet jej monumentalność nie mogła sprawić, że przestała być nastolatką. Przerażającą nastolatką.
– Przejdźmy do interesów.
Kiwnęłam głową.
W końcu nastąpił moment, którego się obawiałam.
– Odwołam waszą klątwę, jeżeli dasz mi coś równowartego do niej. Oczywiście nie pogardzę twoją duszą – uśmiechnęła się wrednie, zupełnie jakby wypowiedziała złośliwy żart. Tak, mogłam go zaliczyć do złośliwych.
– Przykro mi, ale moja dusza należy do mnie – odpowiedziałam chłodno. – Mogę zaoferować ci coś innego.
– Ach tak? – Nivareth zaśmiała się cicho i założyła ręce na piersi. Najwyraźniej nie wierzyła w to, że mogę zaoferować jej coś zdecydowanie bardziej korzystnego. – W takim razie słucham.
Wzięłam głęboki wdech.
– Moją moc. – Nie wierzyłam, że to mówię.
Wiedźma uniosła brew do góry. Rozważała tę propozycję. Modliłam się o to, żeby ją zaakceptowała. Skoro nie mogłam używać swojej magii tak, aby nie zrobić komuś krzywdy, czy była mi potrzebna? To prawda, że wielokrotnie mi się przydawała, ale częściej przynosiła więcej szkód niż pożytku.
– Połowa mocy – odezwała się nagle wiedźma. – Połowa mocy i dorzucisz mi coś jeszcze – uśmiechnęła się do mnie z okrutną satysfakcją.
– Mogę dorzucić mentosy – burknęłam z niezadowoleniem, wyciągając z kieszeni papierowe zawiniątko.
Tak, przyznaję, miałam jej już trochę dosyć, ale wciąż musiałam wypełnić swoją niezapowiedzianą misję, dlatego starałam się trzymać nerwy na wodzy – oczywiście w miarę własnych możliwości.
Nivareth zaciągnęła się mroźnym powietrzem, jakby za chwilę miała wybuchnąć gniewem. Na wszelki wypadek mocniej objęłam stalowe pręty. Rozszalała wiedźma w porę się jednak uspokoiła. Jej gniew uciekł w porywczy wiatr i burzowe chmury, które zawisły nad naszymi głowami. Powoli robiło się niebezpiecznie. Nie chciałabym dostać jakimś przypadkowym piorunem prosto w głowę.
– Marnujesz mój cenny czas – syknęła rozłoszczona wiedźma. Uniosła w górę dłoń i utworzyła na niej niewielkich rozmiarów powietrzny wir. – Konkretna propozycja albo zginiesz.
Zrobiło mi się gorąco. Próbowałam zmusić swój umysł do skupienia się na rzeczy, którą Nivareth chciałaby dostać w zamian za odwrócenie klątwy. Moja dusza nie wchodziła w grę. Co miałam jej do zaoferowania, oprócz mocy? Nie mogłam jej oddać swojej demonicznej połówki – prawdopodobnie nie mogłabym bez niej żyć, bo co to znaczy być półczłowiekiem?
– Mam zacząć liczyć do dziesięciu? – spytała groźnie wiedźma, wprawiając wiatr w szaleńczy taniec, który zaczął targać moimi ciuchami i włosami na wszystkie strony. Był coraz bardziej porywczy i niepokojąco silny. Nie miałam więcej czasu, musiałam coś wymyślić.
Z kieszeni moich spodenek wyfrunęła biała kartka – podryfowała na wietrze w dół wieży Eiffla. Nie chciałam skończyć jak ona. Musiałam chwycić się pierwszej lepszej myśli, jeżeli chciałam przeżyć.
– Mam dla ciebie propozycję! Mogłabyś przestać? – spytałam z krzywą miną, próbując przekrzyczeć hałaśliwy szum spowodowany zderzającymi się masami powietrza.
Nivareth uniosła brew do góry i zadarła wysoko głowę. To, że wstrzymała swoją moc uznała najwyraźniej za akt miłosierdzia, który wiedźmie z pewnością nie popłacał.
– To ma być dobra propozycja – syknęła rozłoszczona.
– Będzie – powiedziałam z powagą, a potem ciszej dodałam – mam taką nadzieję.
– Mów.
Wzięłam głęboki wdech – powietrze wypuściłam z płuc z cichym świstem. Jeżeli ten szalony plan się powiedzie, zrobię coś równie szalonego. Przysięgam.
– Słyszałam o twojej historii – odezwałam się z nową odwagą w głosie, w rzeczywistości byłam jednak zestresowana. Nie mogłam jej przecież obiecać czegoś niemożliwego, a czy przypadkiem nie próbowałam tego zrobić?
Na dźwięk moich słów Nivareth zesztywniała. Jeszcze nie wiedziała do czego zmierzam, a już przyjęła zaniepokojoną postawę i umilkła. Czekała na dalszy ciąg tego, co zamierzam jej powiedzieć.
– Miałaś ukochanego, prawda? – spytałam, unosząc brew do góry.
Wiedźma zmarszczyła czoło, zupełnie jakbym zirytowała ją samym wspomnieniem jej ukochanego. A może to była tylko przykrywka dla jej ciekawości?
– Tak – odpowiedziała miękkim głosem, składając ręce jak grzeczna i ułożona dama.
– Jeżeli przyjmiesz moją propozycję, będziesz mogła go znów ujrzeć.
Jedna z Czterech Wielkich Czarodziejek najpierw zrobiła zdziwioną minę, a potem aby zatuszować swoje zainteresowanie wybuchła gromkim śmiechem. Jej zachowanie z pewnością porwało już za sobą tysiące dusz. Nie dość, że była bezwzględna, szczera, przerażająca i sam jej wygląd wzbudzał w człowieku strach, to jeszcze potrafiła całkiem nieźle grać, a to wszystko po to, aby pozbawić jej „klientów” pewności siebie. Liczyła na to, że będą tak zdesperowani, że oddadzą jej co tylko będzie chciała. Manipulatorka, jak przystało na arystokratkę.
– Jak miałby tego dokonać ktoś taki jak ty? – spytała z kpiną w głosie.
– Nie zapominaj o tym, że nie jestem w tej drużynie sama – prychnęłam, prostując się dumnie. Jeżeli było coś, co mogło zadziałać na wywyższającą się wiedźmę, to z pewnością była to pewność siebie. – Znajdziemy sposób na to, abyś mogła się z nim zobaczyć.
Nivareth wykrzywiła swoje drobne usta w grymasie. Założyła ręce na piersi i przechyliła swoje ciało na prawą stronę, prezentując mi swoją niedowierzającą postawę w całej swojej okazałości.
– Zostałam przeklęta. Edgara celowo wysłano w takie miejsce, aby nawet po śmierci nie był w stanie się ze mną zobaczyć. Jak chcesz go tu przyciągnąć? Nie wiedząc jak wygląda, jak ma na nazwisko, jaki jest i…
– W takim razie opowiedz mi o nim.
Zaskoczona Nivareth straciła odrobinę swojej zwyczajowej nienawiści zdobiącej jej twarz. Przez moment wyglądała jak niewinna nastolatka, której serce szybciej zabiło na widok przystojnego amanta. Oczywiście to nie ja byłam jej przystojnym amantem – ona widziała go w swojej wyobraźni.
Długo myślała nad tym, czy może zaakceptować warunki mojej lichej umowy. Zerkała w bok, marszczyła nos, ściągała brwi, wachlowała się bogato zdobionym wachlarzem, jakby chciała zasłonić różowe plamy, które wstąpiły na jej policzki. W końcu westchnęła ciężko z powabną ostentacją i powiedziała:
– Dobrze.
Myślałam, że o swoim kochanku będzie układać długie poematy, które będą opiewać jego urodę, zachowanie i styl, ale zamiast tego dostałam całkiem zgrabną i krótką historię nieidealnego człowieka, którego poznała całkiem przypadkiem.
– Edgar miał złociste, rozwichrzone włosy, które przypominały swoim kolorem zboże. Oczy pochmurne, usta rozszerzone w wiecznie radosnym uśmiechu, cera odcieniu typowego dla osób pracujących w polu – opowiadała lekko onieśmielonym głosem, nawet przez moment nie spoglądając w moją twarz. Patrzyła się na nocne niebo Paryża, jakby wspominała swojego ukochanego całą sobą. – Był chudy, może nawet trochę za chudy, w końcu był człowiekiem z niższej warstwy społecznej – westchnęła z utęsknieniem. Jej mięśnie odrobinę się rozluźniły. – Ponad wszystko lubił zachody słońca i specjalnie dla mnie plótł wianki ze stokrotek i maków. Te kolory nijak do siebie pasowały, ale dla mnie wystarczał sam fakt, że to on je robił – uśmiechnęła się delikatnie, a cała złość i nienawiść z jej twarzy w jednym momencie odpłynęły. – Poznałam go, gdy po kłótni z siostrami uciekłam z domu. Młode damy mojego pokroju nie były przyzwyczajone do dzikiego pędu przez pola, kiedy miały na sobie falbaniaste suknie. Nieźle poharatałam sobie nogi i ręce – skrzywiła się. – Gdy wybiegłam z pola, dosłownie wpadłam w ramiona Edgara. Od razu spodobały mi się jego oczy. Niestety jego niski stan społeczny kazał mi się od niego trzymać z daleka – prychnęła z pogardą. – Przez długi czas odmawiałam mu pomocy, aż w końcu siłą zaciągnął mnie na łąkę, gdzie mnie opatrzył. Pierwszy raz mogłam się wtedy komuś wyżalić.
Umilkła i zmrużyła oczy. Miałam dziwne wrażenie, że zaraz się popłacze, ale zamiast tego zarzuciła gwałtownie włosami i posłała mi ukradkowe, złe spojrzenie.
– Nie wiem dlaczego ci to mówię – syknęła. – Masz go po prostu znaleźć. Jeśli nie, pożałujesz swojej propozycji. Ja zawsze dotrzymuję obietnic wynikających z przetargu – prychnęła. – Ze względu na całkiem atrakcyjną propozycję, swoją obietnicę wypełnię już teraz.
Nivareth zamachała dłonią w górze, rysując w powietrzu magiczną złotą wstęgę.
– Daję ci dwa dni. Spotkamy się w świątyni, w której mnie przywoływałyście – oznajmiła.
Zdziwiłam się.
– Możesz się stąd ruszyć?
– Do miejsca, w którym zostałam przywołana, owszem – oznajmiła oschle. – Klątwa urzeczywistnienia obaw zostanie usunięta w przeciągu kilku minut, teraz pozwól, że dopełnię pierwszej części naszej umowy. – Spojrzała na mnie z chytrym uśmieszkiem, który zmroził mi krew w żyłach. Nie spodziewałam się, że złota wstęga powędruje prosto na mnie. Nie spodziewałam się również, że uderzy mnie w pierś z takim impetem, że zabraknie mi powietrza w płucach i oderwie moje ręce od stalowej konstrukcji. Chciałam złapać równowagę, ale było już za późno – zaczęłam lecieć w dół. Ostatnim co widziałam były błyszczące triumfem złote oczy i krzywy uśmieszek, który mógł mówić tylko jedno: ze mną nie wygrasz.
Chciałam krzyknąć, ale głos uwiązł mi w gardle. Stało się to, czego bałam się tak bardzo przez całe spotkanie.
Przymknęłam powieki i zacisnęłam pięść na piersi, w której oszalałe serce rwało się i uciekało na tyły żeber. Nie wiedziałam, czy to mój własny strach, czy może moc Nivareth, którą zostałam potraktowana, jedno było pewne: zaraz będę miała bliskie spotkanie z chodnikiem.
– Laura! – usłyszałam niewyraźny krzyk. Nie wiedziałam skąd dochodził. Z dołu? Może z boku? Nie, to nie było możliwe, przecież wciąż leciałam w dół.
Otworzyłam gwałtownie oczy i zaczerpnęłam gwałtownie powietrza. Moje ciało zesztywniało, jakby ktoś poraził je prądem.
– Hej, spokojnie, nic ci nie grozi – usłyszałam Nathiela. Dopiero po chwili ujrzałam jego twarz nad sobą i tym samym zorientowałam się, że wróciłam do świątyni. No tak, jak mogłam być tak głupia? To była tylko wizja, nie realne zdarzenie. Nawet gdybym uderzyła w chłodne kamienie u podnóża wieży Eiffla, przeżyłabym ten upadek. Nivareth pewnie chciała mnie wystraszyć w taki sposób, abym wyzionęła ducha. Przeklęta wiedźma.
Już po chwili wspierana przez swojego męża, usiadłam na posadzce. Naprzeciw mnie siedziały przerażone la bonne fee, które zaraz zaczęły się tłumaczyć z nieudanego rytuału.
– Myślałyśmy, że to któraś z nas będzie rozmawiać z Nivareth, nie mamy pojęcia jak do tego doszło – odezwała się Martha. Miała rozszerzone źrenice, jakby ktoś ją właśnie wystraszył. I chyba tą osobą byłam ja.
– To nie wasza wina – zachrypiałam, wciąż masując obolałe miejsce w piersi. To dziwne, ale miałam wrażenie, że rzeczywiście się czegoś pozbyłam. W którejś części swojej duszy czułam pustkę, jakkolwiek śmiesznie to brzmiało, a niestety nie dało się tego opisać inaczej.
                – Jak nie ich? – warknął Nathiel. – Zrypały sprawę! – Wskazał oskarżycielską dłonią na czarodziejki, zaciskając usta tak, jakby powstrzymywał się od prawdziwego wybuchu.
                – Nie – powiedziałam twardo. – To Nivareth mnie wybrała, stwierdziła, że mogła wybrać kogokolwiek chciała.
                Cała trójka opuściła ramiona w dół, jakby niepokój i gniew nagle z nich uleciały. Cieszyło mnie to, że ich uspokoiłam. Teraz mogłam przejść do sedna sprawy.
                – Oddałam Nivareth połowę swojej mocy – oznajmiłam, co lekko zdziwiło moją drużynę. Zanim zaczęli zadawać pytania, kontynuowałam swoją wypowiedź, w końcu mieliśmy jeszcze jedną kwestię do załatwienia. – Uznała niestety, że to nie wystarczy, aby odwrócić klątwę. Obiecałam jej spotkanie z ukochanym.
                Martha i Alex skierowały ku sobie głowy w spowolnionym trybie, a każdemu ich małemu ruchowi towarzyszyło coraz większe przerażenie rysujące się na ich twarzach. Albo mi się wydawało, albo naprawdę pobladły – herbaciana czarodziejka wyglądała tak, jakby miała lada moment utracić przytomność.
                – Rozumiem, że nie miałaś żadnego pomysłu, Lauro – odezwała się powoli i niepewnie Alex, co dodatkowo mnie zaniepokoiło. W końcu zawsze wyrażała się w sposób dosadny i konkretny. – Wydaje mi się jednak, że to nie była najlepsza myśl, jaka mogła ci przyjść do głowy – zaśmiała się niemrawo.
                Martha wypuściła z płuc całe powietrze jakie wciągnęła.
                – Po pierwsze nie wiemy gdzie znajduje się jej ukochany, a światów pozagrobowych jest mnóstwo, po drugie nie do każdego mamy dostęp, po trzecie nie mamy pojęcia, jak go przywołać i czy w ogóle takie rozwiązanie jest możliwe – odpowiedziała.
                Wymieniłam krótkie spojrzenie z Nathielem, które niewiele mówiło.
Nie miałam niczego na swoją obronę. Same czarodziejki nie posiadały pomysłu na targowanie się z wiedźmą, miały wymyślić coś w trakcie rozmowy. Ja też to zrobiłam. Może było to odrobinę nierozsądne, ale gdyby ktoś wcześniej mi powiedział, że Nivareth nie jest w stanie mnie zabić, strącając ze szczytu wieży Eiffla, może myślałabym bardziej trzeźwo.
                – No nic – odezwała się Alex, przymykając powieki, jakby próbowała odzyskać panowanie nad sobą. – Zrobiłaś co musiałaś, to nie twoja wina. Nikt nie powiedział, że nam się nie uda, ale na pewno nie będzie to łatwe zadanie.
                Martha pokiwała głową na potwierdzenie jej słów.
                – Wybierzemy się jutro z rana do paryskiej Biblioteki Narodowej. Mają tam całkiem pokaźny zbiór ksiąg magicznych, największy na całym świecie. Może tam znajdziemy odpowiedź – dodała.
                Była jedna rzecz, której nie rozumiałam. Czy czarodziejki były aż tak wielkimi pesymistkami, że z góry założyły, iż to się nie uda? Czego się tak bały? Co je tak zszokowało?
                – Dobrze – zaczęłam powoli. – A co jeśli, nie znajdziecie żadnego rozwiązania?
          Martha i Alex wymieniły znaczące spojrzenia. Wyglądały tak, jakby przekonywały siebie samym wzrokiem, aby to jedna z nich odpowiedziała na to ciężkie w ich mniemaniu pytanie. W końcu pałeczkę przejęła Alexandra, która przeklęła cicho pod nosem.
             – Nie mam zbyt dobrej wiadomości – zaczęła oschle. – Za niewypełnienie warunku wymiany z Nivareth, szczególnie jeżeli ta dopełniła już swojej transakcji, grozi śmierć.
                Zesztywniałam.

4 komentarze:

  1. Powinnaś zmienić (moim zdaniem) propozycję; kwestie połowy mocy powinna powiedzieć Laura, wiemy czemu. Kiedy wiedźma dobrowolnie rezygnuje z tego, co dopełnia do całości na się wrażenie, że coś nie gra. I do licha, skoro jest tak prosta, to odpowiedź w księdze nie powinna być "niv", a rytuał i powinno być coś w książkach! Choćby pod hasłem "rytuał przywołujący", "urzeczywistniający". Stwierdzenie, że to jest proste nie pasuje do trudu.
    Chyba, że się bały, że im się nie uda. Ake obawy się nie urzeczywistniają kiedy zaklęcie się dezaktywuje. I skąd tyle głupców, że codziennie przychodzą, skoro z poszczególnymi założycielkami można się spotkać tylko raz, w dodatku tylko kobiety są la bonna fee? No I jak na prostą klątwę to cena zbyt wygórowana. Mogła wymienić na wskazówkę do jej samodzielnego złamania.

    - oddam ci połowę swojej demonicznej mocy.
    - tylko połowę? *w tym miejscu opis dlaczego połowa, przypomnienie, że jednak ta moc uratowała ją kilka razy* W takim razie chcę czegoś jeszcze.
    *tu dywagacje - nie demoniczna połowa, bo zginie. Nie ludzka, bo... W sumie to nie wiem czemu, niv mogłaby to odrzucić, a potem przejść do przywołania. Ciekawe czy niv byłaby w stanie złamać klątwę gdyby to ona była przedmiotem przekupstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, na wszystkie twoje wątpliwości mam odpowiedzi, ale odpowiem na nie w przyszłym rozdziale w notce początkowej.

      Usuń
    2. Rozbebeszona szynka .!.29 lipca 2017 16:31

      W takim razie poprosze również o wyjaśnienie bdaku dalszego wątku z niedzwiedziem który miał śledzić jedną z cxarodziejek.

      Sory zabłędy ale zacina mi sie telefon :///

      Usuń
  2. Dzień dobry!
    Chcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki, reklamę bloga i grafikę? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do konkursu literackiego „Już nie zapomnisz mnie”
    www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com
    Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i… co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając regulamin na blogu.
    Niech pamięć o naszych artystach nadal trwa, a osoby lubiące pisać – doskonalą swe pióro!
    Pozdrawiam ciepło!

    Ps. Przepraszam za autoreklamę, lecz nie znalazłam innej odpowiedniej zakładki. Wiadomo, jak trudno jest się zareklamować. A może akurat Cię zainteresuje konkurs?

    OdpowiedzUsuń