niedziela, 4 października 2026

[W cieniu ognia] Rozdział 12 - "We własnym cieniu"


 Minął już prawie miesiąc, odkąd dołączyła do nas Ariana. Chyba nie muszę wspominać, jak spoglądał na mnie Hugh, kiedy przyciągnęłam do siedziby organizacji Nox kolejną młodą członkinię? Wziął mnie na rozmowę i porządnie skarcił, zabraniając mi rekrutowania kolejnych osób w naszym wieku. Z niewinnym uśmiechem spytałam go wtedy, czy w takim razie pełnoletni członkowie wchodzą w grę. Zgromił mnie tylko wzrokiem, nie odpowiadając na to pytanie. Niestety Hugh nie był osobą, która potrafiła kontrolować nastolatków. Coś mi jednak podpowiadało, że czekają go w przyszłości jeszcze gorsze i bardziej beznadziejne przypadki niż ja.  Zdążyłam zaprzyjaźnić się z naszą nową koleżanką. Tym razem nie musiałam już udawać osoby zainteresowanej jej opowiadaniami o demonach. Przepytałam ją ze wszystkiego, co wiedziała, a o czym opowiedział jej dziadek. Czasami nawet rzucałam pomysłami na fabułę – na przykład podsunęłam wątek niepoprawnej, nastoletniej członkini organizacji łowców, która zaprzyjaźniła się z przystojnym demonem nienależącym do departamentu. Była tym zachwycona. Dobrze, że nie wiedziała, iż zaciągnęłam go z mojego własnego życia. 

Oprócz bycia niezwykle inteligentną osobą mającą obsesję na punkcie fantastyki, Ariana okazała się niezłą uczennicą. Może musiała potrenować trochę ciało, ponieważ ruch nie należał do jej najmocniejszych stron, ale wszystkie nauki chłonęła z prędkością światła. Cieszyło mnie, że w końcu miałam przy sobie w drużynie jakąkolwiek dziewczynę. Z Ethanem i Andreasem nie o wszystkim mogłam porozmawiać lub niezobowiązująco wyjść na lody. Gdy raz spytałam o to Ethana, zrobił się cały czerwony i zaczął coś mruczeć o tym, że jeszcze ktoś pomyśli, że to randka i jak się wtedy z tego wytłumaczę. Rozbawił mnie tą reakcją. Bo chyba jedyna osoba, która by o tym pomyślała, to właśnie on.

Było jeszcze coś. Andreas i Ariana zyskali ukryte cienie jeszcze przed dołączeniem do Nox. Dotychczas pozbawieni ich byliśmy tylko ja oraz Ethan. Na moje nieszczęście, a jego szczęście, na ostatniej misji się go dorobił. Jakiś podrzędny demon wkradł się w jego cień. Oczywiście, tak jak mu obiecałam, byłam przy nim. Uwolnienie się sprawiło mu może nieco więcej kłopotu niż Arianie, w końcu miał do czynienia z dorosłym demonem. Prawie skrócił przez to Andreasa o głowę, ale ostatecznie z pomocą doświadczonego Hugh, który spokojnie go instruował (chociaż wciąż uważam, że zawstydzenie go, że pójdziemy razem na lody, było lepszym rozwiązaniem) udało mu się uwolnić. I tak oto w naszej młodej ekipie, a także w całym Nox, pozostałam jedyną osobą bez ukrytego cienia. I z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu bardzo mnie to irytowało. Zaczęłam nawet prowokować demony, aby opętały moje ciało, ale podpuszczanie nic nie dawało. Z jakiegoś powodu omijały mój cień szerokim łukiem.

Pewnego dnia, zirytowana po kolejnej misji, gdy nie udało mi się osiągnąć celu, wybrałam się do demonicznego baru. Już w progu zaznaczyłam swoją obecność trzaskiem drzwi, który sprawił, że demoniczne pokraki siedzące w rogu knajpy spojrzały na mnie podejrzliwie spode łba. Potem energicznym krokiem podeszłam do kontuaru i bez słowa usiadłam na stołku barowym. Oczywiście przy barze, niezmiennie w białej koszuli oraz obcisłej czarnej kamizelce, stał Aiden czyszczący ulubione szklanki. Nie mieliśmy w zwyczaju się witać. Z reguły od razu zaczynaliśmy rozmowę.

– Sok bananowy – rzuciłam, kładąc otwartą dłoń na blacie, po którym chwilę później przesunęła się szklanka pełna zamówionego napoju. Wciąż ubolewałam nad tym, że nie zakupili soku pomarańczowego, ale jakoś musiałam to przeżyć. Upiłam łyk i spojrzałam na Aidena, marszcząc czoło. – Jakie to uczucie, kiedy demon wchodzi do cienia człowieka?

Mój demoniczny kolega nie był zdziwiony tym pytaniem. Może dlatego, że nie było to jedno z tych zaskakujących – potrafiłam zadać mu gorsze.

– Nie wiem, jak czuje się wtedy człowiek. Wiem, co czuje i widzi demon – odpowiedział gładko. O dziwo przestał czyścić szklanki i odłożył je do szafki. Potem oparł się dłońmi o bar, sprzedając mi całą swoją uwagę.

– Czy naprawdę jest tak trudno się od tego uwolnić?

– Człowiekowi, który nie wie, co się z nim dzieje, owszem. Chyba że ma naprawdę silną wolę. W większości przypadków jest to jednak nieosiągalne. 

– Dlaczego w takim razie większość członków Nox ma ukryte cienie?

– Wiecie, z czym się mierzycie. I słyszycie głosy popleczników z zewnątrz. To silny bodziec wpływający na uwalnianie się.

Do kontuaru podeszły dwa demony ognia. Jeden z nich zażądał whisky z lodem, którą oczywiście szybko dostał od wprawionego demona cienia będącego chyba jedynym barmanem tego przybytku. Tylko przez chwilę obcy mężczyzna podejrzliwie na mnie spoglądał. Nic jednak nie powiedział i zaraz oddalił się ze swoim kolegą, by zaszyć się w ciemnym kącie.

– Nie rzucam się w oczy? – spytałam, podpierając się leniwie na dłoni.

Nie spodziewałam się, że Aiden pochyli się nad moją twarzą i rzuci:

– Masz błękitne oczy. Dzięki temu przypominasz demona wiatru lub wody. – Wyprostował się, pozostawiając mnie w delikatnym spięciu czujnego łowcy. – Dla własnego bezpieczeństwa powinnaś mieć jednak na głowie kaptur. Tak trudniej będzie im wyczuć, że jesteś tylko zwykłym człowiekiem. 

Prychnęłam cicho pod nosem.

– Nie boję się ich. Mogą mi podskoczyć – mruknęłam, popijając sok. 

Aiden zignorował to, co powiedziałam, postanowił wrócić do naszej poprzedniej rozmowy.

– Domyślam się, że poruszyłaś temat ukrytego cienia, ponieważ ubolewasz nad tym, że sama go jeszcze nie masz.

Spięłam się i wyprostowałam. Skąd to wiedział? Był aż takim dobrym obserwatorem? Przecież nie widział mnie chyba na każdej misji? No tak. Miał przecież na to inne sposoby. W końcu to demon. Musiał czuć, że mój cień jest dla niego dostępny.

Nie odpowiedziałam na to zagajenie, ale wcale nie musiałam, bo chwilę później Aiden sam dodał:

– Chcesz się przekonać, co to za uczucie?

Przysięgam, jego głos zabrzmiał przy tym tak uwodzicielsko, że niemal byłam pewna, że oferuje mi coś zupełnie innego. Spojrzałam podejrzliwie w jego oczy, aby nabrać pewności, że mówił tylko o wkradnięciu się do cienia. Wszystko wskazywało na to, że tak.

– A co, jeśli nie zdołam się uwolnić? Opętasz mnie i wyżresz moją energię? – Spojrzałam na niego spode łba.

– Wierzę, że masz wystarczająco silną wolę, aby się uwolnić – odpowiedział niemal z wyzywającym uśmieszkiem, który mierził moją dumę. – Nie wiem, skąd ten strach, Calanthe.

– Podpuszczasz mnie – odezwałam się ze śmiechem. – Czy to też część twojej zabawy, którą tak lubisz? – spytałam z wrednym uśmiechem, nie spuszczając z niego wzroku.

Aiden odwzajemnił mój uśmiech, mruknął jednak tylko ciche „hm”, nic więcej nie odpowiadając. Jak zwykle pozostawił mi pole do własnych rozważań.

– O której kończysz? – spytałam po chwili, dopijając sok.

– Za pół godziny.

Więcej nie potrzebowałam. Zebrałam się z demonicznego baru i owijając szyję szalikiem, wyszłam na zewnątrz. Tam też czekałam na mojego kolegę, zastanawiając się, czego mogę się spodziewać. Z jakiegoś powodu serce niespokojnie drżało mi w piersi. Bałam się? A może wątpiłam w siebie? Aiden na pewno nieraz wkradał się do czyjegoś cienia, więc nie będzie to dla niego nic wyjątkowego. Dla mnie to będzie… pierwszy raz.

Byłam tak zamyślona, że ledwo zauważyłam demona, który wyszedł z baru, stanął obok i włożył ręce do kieszeni. Z trudem powstrzymałam się od tego, żeby nie podskoczyć. Chyba za bardzo się emocjonowałam. Przecież raczej nie wyżre mi energii. Poza tym nie mogłam być gorsza niż Ethan czy Andreas, którzy mieli do czynienia z dorosłymi demonami.

Mentalnie poklepałam siebie po policzkach, dając ciału znak, aby chociaż częściowo się zrelaksowało.

Bez słowa ruszyliśmy przed siebie. Znając życie, mój demoniczny przyjaciel chciał nas przenieść w miejsce, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał. Podróż na szczęście nie trwała długo. Zaraz znaleźliśmy się w ciemnym zaułku między dwoma blokami mieszkalnymi. Dochodziło tam tylko niewyraźne światło ulicznej lampy. Świetnie. To cudowne miejsce, żeby w łatwy sposób pozbyć się problematycznej, młodej łowczyni, która igrała z ogniem. 

– Jak to będzie wyglądać? – spytałam podejrzliwie, nie chcąc dać po sobie poznać, że się boję.

– Zaraz sama się przekonasz – odpowiedział Aiden. 

Nie minęła nawet chwila, a ja poczułam, jak zapadam się w ciemnościach. Panika zdławiła moją krtań, przez co nie wydałam z siebie żadnego dźwięku. Dopiero po chwili zorientowałam się, że wcale nie spadam. Stałam w miejscu, w piekielnych ciemnościach. Na dodatek czułam się naga, jakbym była tylko i wyłącznie duszą postawioną w samym środku ciała. Chociaż uparcie wyciągałam przed siebie dłonie, nie mogłam ich dostrzec.

– Gdzie jestem? – spytałam w pustą przestrzeń. Mój głos odbił się od niej echem.

–  We własnym cieniu. Opętałem cię. Nie widzisz tego, ale w świecie rzeczywistym przejąłem kontrolę nad twoim ciałem – odezwał się Aiden. Jego głos rozbrzmiał obok mojego ucha, dlatego nieco się spięłam. Stał tu? A może to jakiś dziwny demoniczny pogłos? – Istnieją dwa rodzaje opętania. Najczęściej demony ukrywają się w ludzkim cieniu, aby pożreć całą energię, nie robiąc nic oprócz tego. Drugi rodzaj to całkowite przejęcie ciała. 

– Widzisz mnie teraz?

– Widzę twoimi oczami.

Poczułam, jak coś chłodnego otacza moje ramiona. Nie wiedziałam, czy to Aiden, ale czułam się osaczona. Trudno było mi się skupić, zwłaszcza kiedy miałam wrażenie, że stoję tu tak, jak stworzył mnie świat. Poczułam też, że mój podbródek się unosi. Teraz byłam niemal pewna, że to on. Oczami wyobraźni widziałam przed sobą szmaragdowe ślepia, które wgapiają się z bliska w moją duszę.

– Niepewność i strach to teraz twoi najgorsi wrogowie. Jeśli stracisz pewność siebie, nigdy się nie uwolnisz. – Usłyszałam szept niosący się echem gdzieś wewnątrz umysłu. – Boisz się ciemności?

Niemal czułam, jak marszczę czoło. To prawda, że nie byłam zaprzyjaźniona z ciemnością, bo o wiele bardziej lubiłam się ze słońcem, ale nie powiedziałabym, że boję się samej ciemności. Raczej tego, co się ze mną dzieje, kiedy w niej tkwię.

Zanim cokolwiek odpowiedziałam, usłyszałam cichy, wręcz kpiący śmiech. Zupełnie jakby ktoś czytał mi w myślach. Czy to w ogóle było możliwe? Aiden nic o tym wcześniej nie wspominał.

– Widzę wszystkie twoje obawy, Calanthe. Czuję też twoje emocje i widzę wspomnienia. – Ten obezwładniający ciało głos wżynał się w moją głowę, powodując nie tylko psychiczny, ale i fizyczny ból. Miałam wrażenie, że dłużej tego nie wytrzymam. 

– Koniec, wyjdź stąd – mruknęłam w pustą przestrzeń.

Tyle najwyraźniej wystarczyło, bo już po chwili znów patrzyłam własnymi oczami na przyciemniony zaułek, gdzie świeciła tylko latarnia. Spojrzałam w bok na uśmiechającego się do siebie z satysfakcją demona.

– Jesteś za słaba, żeby sama się uwolnić – powiedział niemal z rozbawieniem, potrząsając głową. – Gdyby reszta demonów się o tym dowiedziała… – Pochylił się nade mną, patrząc mi prosto w oczy. – Miałabyś duży problem.

Przygryzłam wargę, próbując przełknąć tę gorzką prawdę. Nie byłam tak wyjątkowa, jak chciałam być. Niemal czułam, jak moja duma zostaje przygnieciona ciężkim butem do podłoża. A Aidenowi najwyraźniej się to podobało. 

– Spokojnie – syknęłam przez zaciśnięte zęby – mam w końcu ciebie. Czyż chodzenie po moich myślach nie jest dla ciebie wystarczającą rozrywką? – Niemal czułam, jak oczy płoną mi gniewem. – Pomożesz mi zdobyć ukryty cień.

Rozbawiony demon wyprostował się i spojrzał na mnie z góry.

– Coraz bardziej mi się podobasz. Tak, to całkiem niezła zabawa, błądzić po twoim umyśle. 

Pomimo palącego moje policzki wstydu, rzuciłam:

–  Zachowaj dla siebie to, co zobaczysz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz